Facebook Twitter RSS GoldenLine G+

Jak się uwolnić z uzależnienia od miłości ?

Pomoc dla kobiety uzależnionej od miłościNie ma idealnych związków, bo nie ma idealnych ludzi. Jednak istnieją relacje, które ewidentnie są szkodliwe i przynoszą cierpienie jednemu lub obojgu partnerom. Takie toksyczne relacje, również te w których jedna osoba kocha „za bardzo” mogą objawiać się na wiele różnych sposobów.

W jednych osoba jest owładnięta obsesją na punkcie partnera i potrzebuje mieć nad nim kontrolę lub jakoś go „naprawiać”. W drugich, tak bardzo zatraca się w „miłości”, że potrafi przyjąć tożsamość swojego partnera jako własną. W jeszcze innym przypadku kobieta przeskakuje z jednego związku w drugi, aby tylko nie zostać sama ze sobą.

 

Wszystkie łączy jedno – brak umiejętności budowania satysfakcjonujących relacji oraz paniczny lęk przed samotnością. Z tego powodu bardzo trudno jest przerwać związek, który już od dawna nie spełnia potrzeb partnerów. A jeśli nawet kobiecie uda się wyjść z takiego związku, szybko wpada w kolejny podobny i schemat rozpoczyna się od początku.

 

Jak więc zerwać z kochaniem za bardzo? Czy to w ogóle możliwe i jak to zrobić? Co jest potrzebne, a co niezbędna i jak to będzie wyglądało ?

W tak złożonej trudności jak uzależnienie, wyjście nie polega na kilku prostych radach, które wdrożysz w życie. Tak jak w leczeniu innych uzależnień potrzebny jest długotrwały proces, przy pomocy którego będziesz mogła dotrzeć do przyczyny problemu. Do tego pomocna będzie psychoterapia i uczestnictwo w grupach terapeutycznych lub wsparcia..

Jednocześnie niezbędne jest, aby pracować nad sobą systematycznie i samodzielnie. Pamiętaj, że nawet najlepszy psychoterapeuta nie jest z Tobą na co dzień i nie zastąpi Twojego własnego zaangażowania.

 

A więc co możesz zrobić samodzielnie? I co jest najważniejsze ? Od czego zacząć?

Oto kilka wskazówek, które pozwolą Ci pójść o kilka kroków dalej na tej drodze:

1. Niech Twoja przemiana stanie się Twoim priorytetem.
2. Przestań pomagać innym – zacznij wspierać siebie.
3. Poszukaj pomocy.
4. Poszerzaj swoją samoświadomość – poznaj swoją historię i przyczyny z powodu których wchodzisz w toksyczne związki.
5. Wzmacniaj swoje poczucie własnej wartości czyli pokochaj siebie.
6. Naucz się radzić sobie z emocjami.
7. Ucz się rozróżniać zdrowe zachowania od trujących.

1. Niech Twoja przemiana stanie się Twoim priorytetem.

 

Obiecaj sobie: bez względu na to co trzeba zrobić, poczynię potrzebne kroki do wyzdrowienia. To dość radykalne podejście, ale bardzo istotne. Jeśli nie ustawisz swoich priorytetów w ten sposób, nigdy nie znajdziesz czasu na zajęcie się tym, czym powinnaś, aby wyrwać się z uzależnienia od partnera.

To tak jak z uczeniem się obcego języka albo ćwiczeniem na siłowni – sporadyczne wysiłki nie dają efektów. Dawne sposoby myślenia, odczuwania i reagowania będą wracać, choćby z przyzwyczajenia. Potrzebne są nawet niewielkie zmiany, ale wprowadzane systematycznie i przez dłuższy okres czasu. Dlatego skup na sobie całą uwagę i wysiłek, a zobaczysz efekty.


2. Przestań pomagać innym – zacznij wspierać siebie.

 

Pomyśl: do czego byłabyś zdolna, aby pomóc swojemu ukochanemu w leczeniu ? Potraktuj tą potrzebę zaangażowania jako swoją mocna stronę i włóż tyle samo wysiłku oraz poświęcenia w swoją zmianę. To zaowocuje byciem szczęśliwszą na co dzień i budowaniem relacji pełnych miłości, bliskości i poczucia bezpieczeństwa.

Od dziś powiedz STOP pomaganiu innym i START pomaganiu sobie.

Wiem, taka postawa może wyglądać egoistycznie, jednak dla Ciebie, na tym etapie, jest absolutnie niezbędna, aby nauczyć się kochać „w sam raz”.

 

3. Poszukaj pomocy.

 

Polecam Ci książkę ”Kobiety, które kochają za bardzo”. Znajdziesz w niej wiele informacji i historii o kobietach uwikłanych w toksyczne związki. Jednocześnie poszukaj profesjonalnego i skutecznego wsparcia osób, które znają się na tym problemie i wiedzą jak Ci pomóc. To powinien być dobry psychoterapeuta oraz grupa wsparcia lub terapeutyczna. Dzięki uczestnictwu w grupie poznasz pozostałe kobiety, które borykają się podobnymi do Ciebie problemami.

Warto wiedzieć, że w uzależnieniu od „miłości” działa silny mechanizm obronny polegający na zaprzeczaniu i wypieraniu wagi problemu, który objawia się brakiem zrozumienia konieczności szukania pomocy. Dlatego tak ważny jest kontakt z podobnymi kobietami, słuchanie i dzielenie się swoimi historiami i przeżyciami oraz wzajemne, regularne wspieranie się w walce o swoje dobre życie i zdrowe relacje.

Grupa rozwojowa dla kobiet Warszawa - zapisz się _mała

 

4. Poszerzaj swoją samoświadomość – poznaj swoją historię i przyczyny z powodu których wchodzisz w toksyczne związki.

 

Warto mieć świadomość swoich korzeni oraz przekazów wyniesionych z dzieciństwa i okresu dorastania, które wpłynęły na to, jak dziś budujesz relacje. Zajrzyj do historii życia swoich rodziców i swojej własnej. Przyjrzyj się temu, jakie schematy postępowania powtarzasz i jakie masz wewnętrzne przekonania na temat związków, mężczyzn, kobiet, miłości etc. Sprawdź jakie Twoje potrzeby były zaspokajane, a jakie nie.

Często bywa tak, że trudne doświadczenia z dzieciństwa skutkują tym, że mamy niewłaściwe wzorce w poszukiwaniu związków i odtwarzamy dokładnie te doświadczenia, od których chcemy uciec. Dzięki samoświadomości masz szansę odnaleźć źródło swoich trudności i uleczyć je.


5. Wzmacniaj swoje poczucie własnej wartości czyli pokochaj siebie.

 

 Po pierwsze: poznaj siebie – trudno pokochać kogoś, kogo nie znasz. Pytaj siebie i sprawdzaj: co lubisz jeść, jak spędzać wolny czas, jakie lubisz oglądać firmy itp.

• Po drugie: dbaj i troszcz się o siebie tak, jak jakbyś troszczyła się własne dziecko. Dawaj sobie dobre „rzeczy”: jedzenie, ubranie, otoczenie, ludzi, czas, miłość, uwagę, szacunek. Pytaj się siebie: czego teraz potrzebuję ? i w miarę możliwości dawaj to sobie.

• Po trzecie: doceniaj i zauważaj dobro w sobie. Tak jak szklanka może być do połowy pełna i pusta jednocześnie, tak i Ty masz w sobie cechy które są wartościowe i pewnie takie, nad którymi warto pracować lub je po prostu zaakceptować. Zauważaj i koncentruj się na tym, co w Tobie dobre i cenne, zapisuj, myśl o tym, ciesz się tym, poczuj to dobro w sobie.


6. Naucz się radzić sobie ze swoimi emocjami.

 

Naucz się rozpoznawać w sobie to co czujesz w danej chwili i próbuj to nazywać. Być może na początku nie będzie to łatwe zadanie, ale zapewniam Cię – trening czyni mistrza. Przeżywaj swoje emocje i akceptuj, że w danej chwili są właśnie takie jakie są. Złościsz się, jest Ci smutno, czujesz rozczarowanie – nie bój się poczuć tych emocji, to może być wyzwalające i przynieść Ci ulgę.


7. Ucz się rozróżniać zdrowe zachowania od trujących.

 

To ważne, abyś w procesie rozwoju zaczęła czuć co Tobie służy i jest dla Ciebie dobre, a co nie i reagowała spójnie z tymi odczuciami. Aby to się stało, zbieraj również wiedzę i doświadczenia o tym jak budować relacje. Postaraj się sama odpowiadać sobie na pytania: czym różnią się zdrowe relacje od trujących? Jakie niosą konsekwencje? Z czego wynikają i jak sobie z nimi radzić u siebie i u innych?

Być może nikt nigdy nie pokazał Ci jak wygląda zdrowy i szczęśliwy związek. Być może myślisz, że miłość nierozerwalnie łączy się z cierpieniem, że tak to właśnie ma wyglądać. A to nie prawda. Miłość i udany związek, choć nie jest „idealny”, w większość czasu przynosi radość, poczucie bezpieczeństwa i bliskość. Rozglądaj się więc dookoła, obserwuj, czytaj, ucz się i rozmawiaj z innymi, jak może wyglądać szczęśliwa relacja między dwojgiem ludzi. Chłoń dobre wzorce.

 

 

Droga wychodzenia z uzależnienia od miłości trwa i nie jest łatwa. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i systematycznie nad sobą pracować. Nie czekaj, samo nic się nie zadzieje. Trwanie w tej sytuacji to wyniszczający okres, pełen cierpień. Co więc lepsze – trudna droga leczenia czy trudna droga pozostania w trującym związku ? Wybór należy do Ciebie.

 

A jeśli już zdecydowałaś, że chcesz uwolnić się z syndromu kochania „za bardzo” zapraszam Cię do grupy wsparcia lub do skorzystania z psychoterapii grupowej. Dołącz do aktualnej grupy, więcej informacji znajdziesz klikając tutaj.

Jeśli wolisz spotkanie indywidualne – umów się na konsultację klikając tutaj.

 

Stronę odwiedzono poprzez m.in. poniższe frazy kluczowe:

  • uzależnienie od miłości
  • uzaleznienie od partnera
  • uzaleznienie od milosci
  • jak uwolnić się od miłości
  • jak się uwolnić od toksycznej miłości

Tags: , , , , , ,

40 Komentarzy dla "Jak się uwolnić z uzależnienia od miłości ?"

  1. Jacek. pisze:

    Nie ma łatwych rozwiązań. Byłem jeszcze kilka dni w bardzo burzliwym związku z kobietą, którą kochałem z całego umysłu, serca i duszy. No i co się stało okazało się, że przez cały ten czas bawiła się moimi uczuciami. To niesamowite, jaki jestem teraz szczęśliwy, ale na zakończenie padło tyle obelżywych epitetów i dziesiątki maili kilka smsów. Chciała bym jej dał zapewnienie, że nigdzie nie opiszę tego doświadczenia. Jest wdową i gustuje w rozwodnikach, którzy mają jeszcze nie dorosłe dzieci. Moja jedyna nadzieja jest w Bogu, bo w kim, skoro na człowieku się zawiodłem i to tyle razy, i to w najgorszym naprawdę momencie mojego życia.

    • Jacku, rozstanie to zawsze trudny moment, zarówno dla osoby, która decyduje, jak i tej, która tylko słyszy decyzję drugiej osoby i musi sobie z nią jakoś poradzić.

      Z komentarza wynika, że jesteś zadowolony z rozstania. Warto w tym szczególnym okresie dać sobie czas na poukładanie i przemyślenie tego, co się działo w tej relacji. Warto zrozumieć przyczyny rozstania, również po to, aby nie popełniać podobnych błędów w kolejnych relacjach oraz aby odzyskać zaufanie do innych, bo jest wiele kobiet, które na nie zasługuje.

      Pozdrawiam

  2. Aga pisze:

    Dwa lata tkwiłam w toksycznym związku. Kochałam go i kocham nadal mimo wszystko, że wyrządził mi krzywdę wiem, że on czuje to samo. Myślę o nim cały czas utrudnia mi to normalne funkcjonowanie i rozmowa z przyjaciółmi nie pomaga mi w ogóle. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić.

  3. Anna pisze:

    witam!
    ja wciąż trwam w chorym związku. Nie spotykamy się, ale utrzymujemy kontakt telefoniczny i wygląda on mniej więcej tak, że kiedy on ma nastrój, jest miły i rozmawia ze mna po godzinie. A kiedy nie ma czasu potrafi przerwać mi wpół zdania, bo powiedziałam coś nie tak, albo mi ubliży i tyle. Na drugi dzień znowu potrafię do niego zadzwonić, zapominając, że opluł mnie po raz kolejny. Najgorsze jest to, że moje życie upływa pod dyktando jego nastroju. Przykre to życie.

    • Pani Aniu,
      pisze Pani „przykre to życie”, ja czytając Pani komentarz pomyślałam „przykre dla Pani są te Pani decyzje”. Mam na myśli decyzje o trwaniu w związku, który nazywa Pani chorym, pełnym krzywd, opluwania i ubliżania.

      Jednocześnie rozumiem, że z jakiegoś powodu właśnie takie decyzje Pani podejmuje. Co to za powód? Co Panią w tym związku trzyma?
      Jeśli nie znajdzie Pani samodzielnie odpowiedzi lub jeśli znajdzie, ale trudno będzie samodzielnie dokonać zmian, polecam skorzystać ze wsparcia psychologa/ psychoterapeuty.

  4. Agnieszka pisze:

    Mam 39 lat . Od 3 lat spotykam się z mężczyzną , który uważa , że nie jesteśmy razem . Kocham go i bardzo mi na nim zależy , on o tym wie , bo mówię mu to wprost . Przez ten czas wpadłam w depresje , jestem smutna , nic mnie nie cieszy , chodzę na terapię . Setki razy postanawialam , że to koniec . On bywa dla mnie bardzo przykry , potrafi mnie wyzywać , szydzi z moich uczuć , kiedy płacze wyśmiewa mnie , oskarża mnie o wszystko . Potrafi jednego dnia mnie wyzwać , a następnego zachowuje się jakby nic się nie stało . Byłam z nim w ciąży , niestety poroniłam , nie okazał mi żadnego zrozumienia , żadnego wsparcia . Przez ta relacje wpadłam w ogromne problemy finansowe . Dziś jestem na skraju wytrzymałości , nie umiem zerwać tej znajomości , a on to wykorzystuje . Mam wsparcie w znajomych i rodzinie , ale jak ćma lecę do światła . Ostatni nasz wyjazd skończył się tragicznie , byliśmy na nartach na które sam mnie zabrał , tam odkryłam , że kiedy ja poroniłam nasze dziecko on zabawiał się z inna , nie wytrzymałam , uderzyłam go w twarz , oddał mi , szarpał , popychał , rzucał mną o ścianę , wyzywał . Od tamtej pory odsunął mnie od siebie , a ja przepraszałam go i prosiłam żebyśmy nadal się spotykali . Wciąż mi powtarza , ze mnie nie chce , nie kocha , ze jestem natrętna …ale wciąż ze mną sypia , wciąż jeżdżę jego samochodem . Zwariowałam bo nie wiem jak jeszcze sobie pomoc . Nienawidzę siebie za ten brak szacunku , ale kocham go tak bardzo , że gotowa jestem na wszystko.

    • Pani Agnieszko, czytając fragment Pani historii wcale się nie dziwię, że jest Pani smutna i w stanie depresyjnym…

      Pojawiło mi się też w głowie pytanie… co jeszcze musi się wydarzyć, aby powiedziała Pani „stop” przemocy, której doświadcza i zaczęła w tym wszystkim bardziej dbać o siebie… ?
      Jednocześnie wyobrażam sobie, że rozwiązanie nie jest proste, dlatego dobrze, że podjęła Pani psychoterapię. To odpowiedni proces, w którym może Pani krok po kroku odkrywać, jak sobie pomóc skutecznie.

      Wszystkiego dobrego życzę. Pozdrawiam.

  5. magda pisze:

    Witam, od ponad 4 lat jestem związana z mężczyzną, który mnie nie szanuje, nie wiem nawet czy mu zależy na tej relacji.Często mnie obraża, mówi,że jestem sierotą, nic nie potrafię, a jedyne co umiem to płakanie. Starałam się wiele razy mu zaimponować, studiami, pracą, wszystkim czym się dało. Kiedyś rozmawiał z innymi kobietami na portalach erotycznych, widziałam część tych rozmów, nie wiem czy umawiał się z nimi, czy nie. Wtedy z nim zerwałam, przez półtora miesiąca nie byliśmy razem, wiem, że przez ten czas bawił się i poznawał dziewczyny, ja nie potrafiłam, odezwał się i wróciłam do niego. Powiedział mi, że każdy facet tak ma i albo się z tym pogodzę, albo nie. Nie wiem czy nadal tak myśli, ale ciągle czuję się gorsza. Jestem strasznie zazdrosna i boję się, że za jakiś czas znów dowiem się o czymś takim i wtedy chyba pęknie mi serce. Chciałam żeby mnie docenił, inni uważają mnie za osobę atrakcyjną, brałam udział w sesjach zdjęciowych, pracowałam na różnych targach, tylko po to, żeby też tak na mnie patrzył i nie wiem już co mam zrobić, żeby tak było. Z roku na rok jest ze mną coraz gorzej, poznaliśmy się gdy miałam 17 lat i chyba już nie jestem tą dziewczyną co wtedy, nie mam wiary w siebie, czuję że wszystko co usłyszałam od niego przez lata jest prawdą, nie mam już na to siły, ale nie wiem co mam zrobić, żeby było lepiej. Nie ma skrupułów, żeby mnie obrazić, popchnąć. Boję się, że kiedyś mnie uderzy, a już raz patrzyłam na taki związek moich rodziców i nie chce aby moje dzieci miały tak samo. Co mam zrobić?

    • Magdo,
      dziękuję za podzielenie się swoją historią.
      Zdecydowanie warto zacząć od tego, abyś sama zaczęła patrzeć na siebie, jak na wartościową osobę i kobietę, która nie pozwala na zdrady i przemoc. Nie jest tak, że „każdy mężczyzna tak ma”, jednak z jakiegoś powodu jesteś z takim mężczyzną jest. Dlaczego? Być może m.in. dlatego, że tylko taki model relacji znasz… z domu rodzinnego.

      Polecam skorzystać z psychoterapii, to odpowiedni proces, aby zadbać o siebie, wzmocnić siebie i swoje poczucie własnej wartości oraz popracować nad tym, w jaki sposób budujesz relacje z innymi.
      Pozdrawiam serdecznie

  6. Gigi pisze:

    Rozpoznaję u siebie uzależnienie od miłości. Moim największym problemem są obsesje myślowe na temat udanego życia z kimś innym niż mój mąż. Często uciekam w świat fantazji. Tylko ciałem jestem w rzeczywistości, bo tak naprawdę prowadzę w głowie alternatywne życie. Czuję, że nie mam nad tym kontroli do końca. Jak wrocić do rzeczywistości, która jest trudna i smutna, ale taka jest. Jak nie żyć już fantazjami?

  7. Ona.. pisze:

    Witam. Byłam uzależniona od faceta. W sierpniu tamtego roku się rozstaliśmy, przeżyłam to strasznie.. Po kilku miesiącach musiałam do niego napisać, ponieważ potrzebowałam dokumenty, które u niego miałam. Zadzwoniłam.. Przez telefon zaczął mówić, że nikt mnie nie zastąpi.. że jak ze mną rozmawia to chce się więcej i więcej.. Powiedział, że jest ze mnie bardzo dumny, że jestem taka dzielna, silna i wytrwała, ze potrafiłam bez niego żyć.. Zostawił mnie mówiąc, że to dla mojego dobra, ze muszę nauczyć się żyć sama.. Myślałam, że po tym on ze chce się ze mną spotkać.. Ale nie zrobił tego.. Nie odzywa się od tamtej pory.. Nie rozumiem po co w ogóle mówił do mnie w taki sposób, skoro mnie nie chce.. Dlaczego nie zaproponował spotkania.. Nie potrafię tego wszystkiego zrozumieć..

  8. Nina pisze:

    Pani Kingo, nie wiem czy jestem uzależniona, być może tak? Jestem od 10 lat w związku. Mój mąż często jest w stosunku do mnie niemiły, albo nawet chamski lub nie odzywa się bez podania przyczyny. Nigdy w ciągu tych 10 lat nie mieliśmy udanych wakacji, bo on często „przyczepia” się o drobiazgi typu np. rozgotowany makaron i potrafi mi zrobić trudna do zniesienia awanturę, jak gdyby to był koniec świata. Nie akceptuje moich pasji i uważa, że kobieta powinna być w domu z mężem zamiast chodzić na lekcje muzyki czy tańca. Nie lubi jak śpiewam i irytuje go to, a znam wiele osób, które zachwycają się moim głosem i śpiewam profesjonalnie. Czasem potrafi być miły, nigdy nie był agresywny fizycznie i nie bluźnił, ale bardzo często jest niedostępny emocjonalnie i milczy tygodniami. Miewa różne okresy i jest niestabilny emocjonalnie. Zawsze brakowało mi czułości i przytulenia, i na początku związku przez kilka lat robiłam mu o to dramatyczne awantury, ale teraz już nie robię, przyzwyczaiłam się do tego. W zasadzie to przyjęłam model ignorowania jego zachowań i tolerancji, jeśli on się zamyka, to ja zajmuje się swoimi sprawami. Kocham go i nie czuje żebym miała go zostawić, ale żyjemy na 2 różnych planetach, nie rozumiemy się i on nie rozumie moich pasji, nie czuje się dobrze w jego obecności. Czasami obawiam się co powie, ale może to tylko moje leki nieuzasadnione? Nie wiem czy to normalne, czy jestem uzależniona czy powinnam starać się znaleźć z nim większa płaszczyznę porozumienia i komunikacji czy zostawić go. Co Pani o tym sadzi jako psycholog?

    • Pani Nino, nie wiem czy jest Pani uzależniona i nie mogę tego stwierdzić na podstawie kilku zdań komentarza.
      Natomiast to, co chciałabym Pani przekazać to to, że podjęcie pracy nad sobą, pracy nad swoimi przekonaniami, obawami, komunikacją, stawianiem granic (również w związku) nie wymaga rozstawania się.
      Ważne jest, aby nauczyła się Pani lepiej o siebie dbać i radzić sobie z aktualną sytuacją, niezależnie czy mąż się zmieni czy nie. Ale to już temat na dłuższą rozmowę np. podczas konsultacji. Zapraszam i pozdrawiam.

  9. Olka pisze:

    Byłam kilka miesięcy w związku, który z początku był cudowny, jednak ostatnie 2 miesiące to katorga. Widywaliśmy się tylko w weekendy, bo mieszkaliśmy w miastach oddalonych o 200 km, on potrafił po 3 tygodniach mojej nieobecności uznać, że potrzebuje samotności, więc mam nie przyjeżdżać.. Człowiek szalenie toksyczny jednak bardzo go kocham, pierwszy mężczyzna na którego się otwarłam w 100%. I który to wykorzystał, bo byłam w stanie zrobić dla niego absolutnie wszystko i dobrze o tym wiedział i wykorzystywał. W kwietniu zostawił mnie w drugim miesiącu ciąży, jednak ciągle bardzo mocno mnie wspierał w tej kwestii. Po 3 tygodniach poroniłam. Później zaczęliśmy odnawiać znajomość na zasadzie „friends with benefits” i nagle znowu po kilku tygodniach przestał się odzywać. Kilka dni temu dowiedziałam się, że znów jest w związku i czuje się jakby rzucił mnie po raz kolejny… Najgorsze jest to że chyba nadal coś do niego czuje i nie mam pojęcia jak się z tego wyleczyć…

    • Olko,
      ile jeszcze rozstań i powrotów zniesiesz? Ile jeszcze razy pozwolisz jemu się zwodzić? Ile odrzuceń, bólu i rozczarowań jeszcze dźwigniesz?

      Warto to przemyśleć i jeśli samodzielnie jest trudno, bo trudno „przetłumaczyć emocjom”, to warto zgłosić się po wsparcie. Leczy psychoterapia. Trzymam kciuki!

  10. Paula pisze:

    Witam, 5 lat tkwiłam w toksycznym związku. Wyglądało to mniej więcej w ten sposób, że partner był dla mnie miły, starał się jednak gdy tylko na horyzoncie pojawiła się jakakolwiek dziewczyna, kolega, cokolwiek tracił mną zainteresowanie. A dokładniej wyglądało to tak, że zrywał ze mną nie informując mnie o tym, po prostu, gdy dzwoniłam żeby po prostu porozmawiać o pierdołach zaczynał mnie wyzywać. Mijał miesiąc wracał, płakał, przepraszał, a ja za każdym razem musiałam mu wybaczyć bo w końcu go kocham. Historia cały czas zataczała koło, chociaż wymagania wobec mnie były coraz większe. Zerwać wszystkie możliwe znajomości i usunąć wszystkie konta na portalach społecznościowych. Nie chciałam tego zrobić, więc argumentem zdrad była kara za moje złe zachowanie. W końcu po 5 latach związek się skończył i dopiero wtedy zaczęło się piekło. Szantaże tym, że były partner się zabije, potem udawane choroby i prośby o pomoc, bo inaczej były partner umrze. Więc z 5 lat zrobiło się w ten sposób 7. Jednak zaczęło to być coraz gorsze. Ciągłe poniżanie mnie przy jego kolegach i rodzinie. Przykładowo dzwonienie do mnie ja pytam,, co słychać ” a były partner będąc przy znajomych wykrzykiwał :”czemu mnie obrażasz? Nie jestem taki proszę nie rob mi tego” przez co stałam się osoba w środowisku traktowana w bardzo zły sposób. Niestety w dalszym ciągu mam ten problem, ze on co jakiś czas się do mnie odzywa i prosi o pomoc, a ja nie potrafię powiedzieć nie. Zastanawiam się czy w tym przypadku jakaś psychoterapia mogłaby pomóc. Dodam, że nie mogę z nikim innym się związać, ponieważ czuje ze jestem odpowiedzialna za to, żeby mu pomóc i mimo, że w teorii wiem, że źle mnie traktuje w praktyce ciągle łapie się na tym, że uważam, że nikogo lepszego od niego nie znajdę. Zastanawiam się tylko w jaki sposób mogłabym sobie pomóc. Psychoterapia to jedno, próby korzystania z powyższych punktów niestety zawsze kończyły się fiaskiem.

    • Pani Paulo, bardzo mi przykro z powodu tego, co Pani przeżyła.

      Pisze Pani, że czuje się odpowiedzialna, żeby mu pomóc… a czy czuje się Pani odpowiedzialna za to, żeby pomóc SOBIE?

      Jeśli chce Pani pomóc sobie, to psychoterapia jest bardzo dobrym rozwiązaniem! Ponieważ dostanie Pani indywidualną pomoc w konkretnie Pani trudnościach.

      Rzeczywiście, czasem trudno samodzielnie wprowadzić zmiany, które poleca się w artykułach, bo często dotyczą one również naszych emocji i schematów budowania relacji i więzi, dlatego dobrze jest mieć wsparcie w postaci dobrego terapeuty, który będzie mógł Panią poprowadzić.

      Pozdrawiam i życzę, aby się Pani zdecydowała na pomoc SOBIE.

  11. Sandradra pisze:

    @Jestem z chłopakiem od 6 lat, ja mam 24 on 28 lat. Mieszkamy od 3. Początki wspólnego mieszkania cudowne, do momentu jak pierwszy raz pokłóciliśmy sie, może po pół roku wspólnego mieszkania i on bez dłuższej rozmowy po prostu powiedział ze ma mnie dość i wyszedł z psem. Ja byłam w szoku jak mógł? miał być piękny wspólny dzień, a on wychodzi i wszystko psuje? Szlochałam – to nie był płacz, tylko wrzask. Później zaczęłam sie przyzwyczajać, ze kłótnie to ciche dni max tydzień trwały. Zawsze jak sie zaczynała kłótnia juz sie nakręcałam i wiedziałam ze skończy sie cisza kilkudniowa.. teraz zaczęły sie rozstania, tym razem definitywnie i mieszkam u mamy od 3 tygodni. Wczoraj spotkaliśmy sie pogadać i jeśli sie zmienię i uszanuje to, ze jak on chce spać przed praca, to mam mu nie rozkazywać, żeby robił cos innego, ze będę sie normalnie zachowywać i szanować resztę rzeczy, które on robi to juz wszystko w moich rekach. Dal wiec nadzieje, ale smsy wcześniejsze wskazywały jedynie ze nie chce ze mną gadać, bo nie mamy, o czym. Skoro jestem taka mądra, to poradzę sobie sama itd. i zawsze tekst to trzeba sie rozstać, po co to mówi skoro mnie kocha? Powiedział to wczoraj i wiem o tym od pierwszego dnia jak pisał czy ja sie wyprowadzam czy on ma to zrobić. Wiem ze mnie kocha i jest wspaniałym facetem, wiedziałam, ze chce żeby był ojcem moich dzieci, bo uwielbia dzieci, ma zasady ze nie zdradza, ze dba o rodzinę i jest odpowiedzialny. Nie tak jak mój ojciec, jest alkoholikiem, w psychiatryku i nigdy nie interesował sie mną jedynie krytykował. Pogubiłam sie, Pozdrawiam

    • Sandro, czytam Twój komentarz i też mam poczucie, że się pogubiłaś..

      Nie znam Waszej sytuacji, to tylko kilka zdań, trudno wyciągać z nich konkretne wnioski, jednak zastanawia mnie… piszesz, że tata się Tobą nie interesował tylko wciąż krytykował, czy teraz czujesz się inaczej? czy czujesz, że Twój chłopak o Ciebie dba? jest odpowiedzialny?

      Jednocześnie piszesz o awanturach i cichych dniach, może warto się przyjrzeć, z czego one wynikają? I jak sobie z nimi radzić?
      Niezależnie od tego, jak dalej potoczy się ta relacja, ważne, abyś potrafiła zadbać o siebie, szczególnie w kwestii lęku przed opuszczeniem, który – jeśli wynika z historii życia – może się odzywać również w innych relacjach.

      Życzę wszystkiego dobrego :)

  12. studentka pisze:

    Dzień dobry. Uwolniłam się z toksycznej relacji z ex partnerem-uzależnienie trwało 3 lata. Niestety miało to miejsce w relacji następnej i pomagał mi w tym moj chlopak, która po paru minutach rozmowy wiedział, że jestem uzależniona, a ja specjalnie tego nie kryłam. Niestety, objawy często były wg mnie utajone. Musiałam co parę dni kontaktować się z tym ex chłopakiem, często pytałam co myśli na temat podjęcia decyzji przeze mnie, prosiłam o udzielanie mi rad. Wszystko pod przykrywką przyjaźni. Dla mojego ówczesnego chłopaka było to na tyle bolesne, że często dowiadywał się o pewnych faktach z tej toksycznej relacji zbyt późno, lecz zaciskał zęby by pomóc mi z tego wyjść. Wyszłam z tego w sierpniu tego roku. We wrześniu tego roku mój chłopak odszedł ode mnie. Niestety, emocje sięgnęły górę i szumi mu to wszystko w głowie. Twierdzi, że nasza relacja nie była partnerska, z czym się zgodzę, bo włożył dużo energii w to by mi pomóc. Aktualnie odszukuję gdzieś siebie, ciesząc się że nie uzależniłam swojej wartości i życia od osoby, która właśnie mnie opuściła. Czy żyję nadzieją, że do siebie wrócimy? Nie. Możliwe, że to było konieczne. Cieszę się że odzyskałam siebie. Nawet jeśli coś przełoży się wielkim trudem i cierpieniem, warto przez to przejść. Teraz poradzę sobie z rozstaniem i uczuciom im towarzyszącym, i wierzę że wkrótce stanę na nogi.

    • Dzień dobry,
      Droga Studentko, dziękuję za podzielenie się swoją historią i gratuluję udanej pracy nad sobą i odzyskania siebie :)
      Piszesz o kosztach tej walki, swoich i chłopaka, być może warto o tym szczerze porozmawiać, wyjaśnić, przeprosić, rozstać się w zgodzie i dobrze pożegnać.

      Życzę wytrwałości i nie ustawaj w pracy nad sobą. Pozdrawiam!

  13. mężatka pisze:

    Jestem mężatką mam 50 lat, mam udane życie zawodowe i do tej pory osobiste też. Mniej więcej rok temu wdałam się w romans z mężczyzną kilkanaście lat młodszym. Podobało mi się, że mówił mi czułe słowa i komplementy, wszystko zauważał. Spędzaliśmy razem bardzo dużo czasu. Spotykaliśmy się 5 razy w tygodniu. Seks był rzadki i raczej jednostronny. Ale ja go tak pragnęłam ze nie zwracałam na to uwagi. Chciałam tylko zasłużyć na akceptacje, na dotyk, na przytulenie. Cały czas czułam, że jest coś nie do końca dobrze, ze nie do końca mnie akceptuje, chociaż mówi coś innego. Tłumaczyłam sobie, że jest po traumatycznym związku i ma problemy z bliskością. Uzależniłam się od niego, żyłam tylko po to zęby go zobaczyć, wszystko robiłam dla niego, robiłam mu jedzenie, zaprosiłam do Paryża, zorganizowałam odpoczynek na działce, gdzie wszystko za niego robiłam. Strasznie się żenuje jak to pisze i jest mi wstyd. Ostatnio powiedział, że mnie kocha, ale nie chce ze mną uprawiać seksu. Powiedziałam ze w takim razie musimy się rozstać, od paru dni nie mam z nim kontaktu, ale marze o tym zęby zadzwonił albo napisał. Zdecydowanie ma to wpływ na moje stosunki z mężem, z którym nie śpie teraz nawet w jednym łóżku, a byliśmy świetna para. Nawet dzieci przestały być dla mnie ważne. Wiem, że robię źle i sama się krzywdzę, ale nie mogę się opanować, chodzę do psychoterapeuty i biorę leki antydepresyjne, ale nie wiem czy to pomaga.

    • Droga Mężatko, najbardziej poruszył mnie fragment, gdzie piszesz, że za wszelką cenę, nawet narażając swoje małżeństwo, szukałaś akceptacji, przytulenia.. być może i miłości. Pewnie jest w Pani wielki jej głód i tęsknota, tak duża, że jest Pani w stanie poświęcić bardzo wiele.. nawet…samą siebie. Smutno mi, gdy to czytam. A jednocześnie nadzieją napawa mnie ostatnie zdanie, gdzie czytam, że już korzysta Pani z procesu psychoterapii. To dobry proces, aby zająć się swoim głodem miłości. Z pewnością nie stanie się to po kilku spotkaniach, ale jest Pani na dobrej drodze :)

      Psychoterapia ma udowodnione naukowo działanie, więc tak, działa. O czym zaświadczają też osoby, które z niej korzystały.
      Hmm.. może to dobry temat na kolejny artykuł? Przydałby się?

  14. Karollaa pisze:

    Witam. Jestem młodą kobietą. Mam 20 lat. Choruje na depresję od 3lat, raz brałam tabletki Asentre i na rok miałam spokój. Ogólnie zdarzają mi sie stany depresyjne, ale jakoś sobie radze chodzę do psychologa, jestem ciągle pod opieka psychiatry. Podejrzewam, że jestem uzależniona od mojego chłopaka, z którym jestem 3 lata. Ponieważ co sie kłócimy to nie mogę przyjąć do wiadomości, że to może być koniec, nie chce tego. Nie umiem znaleźć sobie miejsca, gdy sie dłużej nie widzimy. Cierpię też czasami na bezsenność, sama zasypiam kolo 1 w nocy natomiast jak śpię z nim to plrragie

  15. Karollaa pisze:

    Daje dalsza część.
    A z nim zasypiam kolo 22/23. Ja wiąże z nim przyszłość, jednak przeraza mnie fakt ze mogę go strącić. Przeżyliśmy na prawdę wiele rodzina i bliscy znają nas i sami żartują, ze, kiedy maja odkładać na ślub. Meczy mnie ta sytuacja. Bo zazwyczaj kłócimy sie, gdy on na mnie krzyknie i ja sie wtedy zamykam w sobie, albo z jakiś pierdułek. Proszę o pomoc, o porady jak z tego wyjść. Żeby to było zdrowe.

    • Karollaa, jeśli jesteś pod opieką psychologa, który jest też psychoterapeutą oraz psychiatry, to jesteś na dobrej drodze leczenia.

      Z pewnością warto przyjrzeć się przyczynom Twojej depresji i obniżonego nastroju oraz popracować z lękami, w tym być może nad lękiem przed samotnością.

      Kłótnie w związku bywają różne, jedna drugiej nierówna, różne są też przyczyny, dlatego nie ma tu uniwersalnej rady, poza taką, że bycie w związku to nieustanna praca nad sobą :) więc warto mieć tego świadomość i na to się przygotować.
      Jeśli piszesz, że przy kłótni, krzyku zamykasz się w sobie warto też popracować nad asertywnością i umiejętnością komunikowania swoich myśli, odczuć, emocji – to Wam obojgu pomoże w komunikacji.

      Pozdrawiam serdecznie

  16. Piotr pisze:

    Od czerwca 2016 roku mam romans z mężatką. Ja jestem żonaty. Miał być jedynie sex a zaczęły się prawdziwe uczucia. Niestety od października 2017 miałem bardzo poważne problemy ze zdrowiem i nie powiedziałem jej o tym. Oddalila się ode mnie ale nie zerwała kontaktu. W lutym 2018 ponownie zaczęliśmy sporadycznie sypiać ze sobą, ale czułem ze musi z kimś spotykać się. W marcu tego roku gdy przeraziła się, że mogę odejść z wielkim płaczem wróciła,.ale wiem ze od dłuższego czasu ma profil na portalu erotycznym. Gdy ją o to zapytałem to zrobiła mi awanturę i niby chciała zerwać. To jest chory układ. Sama nie chcę odejść a ja nie potrafię tego zrobić. Nie wiem czy tylko pisze czy poszła z kimś do łóżka. W małżeństwie moim już dawno był chłód i oziębłość. Czuję się mamipulowany i oszukiwany. A ta kobieta nie chce mnie zostawić a jednocześnie kłamie i oszukuje mnie. Jednocześnie planuje dla nas urlop. Czuję ze jestem na granicy obłędu

    • Piotrze, czytam Twoją wiadomość i też mam poczucie, że się pogubiłeś…

      Warto, abyś znalazł spokojny czas i przyjrzał się temu, co się dzieje w Tobie i Twoim życiu. Abyś miał przestrzeń, pomyślał i porozmawiał ze sobą 100 % szczerze i spojrzał prawdzie w oczy… jak się z tym czujesz co się aktualnie dzieje w Twoim życiu? co o tym myślisz? czego teraz potrzebujesz? co się Twoim zdaniem wydarzyło w Tobie, Twoim małżeństwie, w romansie? kiedy się zaczęło? Gdzie popełniłeś błąd? (tak, inni też z pewnością je popełniali) dlaczego tak się wydarzyło? czego szukałeś? czego się możesz z tego nauczyć? Czego teraz chcesz dla siebie i swoich bliskich? jakie masz zobowiązania? Czego dziś dla siebie szukasz? Czym się kierujesz w tych poszukiwaniach? Czy droga, którą wybierasz rzeczywiście Cię do tego prowadzi?

      I jeszcze jedno słowo… zdrada rani.. Nie tylko zdradzanego, ale i zdradzającego. W tym momencie wydaje się, że jesteś po obu stronach tej sytuacji, wyobrażam sobie, że to boli podwójnie.. i tworzy kolejne zaplątania. Warto, abyś miał czas sobie to poukładać, ponazywać i przemyśleć.

      Jeśli będzie Ci trudno samodzielnie odpowiadać sobie na te pytania, polecam sięgnąc po profesjonalne wsparcie..

      Życzę dużo siły i pozytywnych rozwiązań. Pozdrawiam!

      • Ola pisze:

        Dzien dobry,
        moj przypadek jest mocno skomplikowany. Jestem po rozwodzie z mezczyzną, z ktorym bylam w dlugoletnim zwiazku. Dwojka dzieci, zdrady. Po kolejnej powiedzialam stop. Rozstalismy sie. Kilka lat zajelo mi uporanie sie ze sobą po tych zdarzeniach. Balam sie, ze sobie nie poradze, ze nie dam rady z dwojka dzieci, przecietnie platną praca, wszystkimi obowiazkami. Ojciec dzieci praktycznie nie angazowal sie w nasze zycie. Wzielam sie w garsc, ogarnelam, zmienilam prace, skonczylam studia podyplomowe, bralam dodatkowe zlecenia do domu, opiekowalam sie dziecmi, wyjezdzalam z nimi na wakacje i stalam sie samodzielna i niezalezna osoba. Wszytsko zaczelo dobrze sie ukladac. Radzilismy sobie swietnie. Wzmocnilam sie i uwierzylam w siebie. Przez ten czas bylam sama. Tylko dzieci, dom, praca… czasami jacys znajomi, spotkania. W koncu pojawil sie on. Kolega z dawnych lat. Okazalo sie, ze tez rozpadl mu sie zwiazek. Odszedl od partnerki, zostawil dziecko, nie mogac zniesc zdrad, oszustw i upokorzen. Zaczelismy rozmawiac, zblizac sie, spotykac. Relacja sie zaciesniala. Zaproponowal zebysmy sprobowali stworzyc rozdzine. Balam sie, wzbranialam, obwaialam ze to sie nie uda… Znal moje obawy. Rozmawialismy o tym wielokrotnie. Naciskal, namawial, deklarowal milosc, angazowal sie w nasze zycie. Trwalo to ok 2 lat i nie posuwalo w zadna strone. W koncu on zrezygnowal. Znalazl kobiete, zaczal inny zwiazek. Zostalam sama. Strasznie przezylam te sytuacje. Rozpadlam sie… Zalowalam, ze moje obwy byly silniejsze i nie dalam szansy rozwinac sie tej relacji. Meczylam sie kilka miesiecy, ale w koncu jakos wyszlam na prosta. Poznalam kilka warosciowych osob. Zaczelam otwierac sie na nowe znajomosci, relacje… Kiedy moje zycie zaczelo nabierac rozpedu – napisal do mnie. Calkiem neutralna wiadomosc, co slychac, jak sie mam. Wszystko wrocilo… Okazalo sie ze rozstal sie z ta kobieta, ze to nie wyszlo i nic nigdy nie wyjdzie, bo on kocha mnie. Kocha do szalenstwa i chce zebysmy byli razem. Ja moje dzieci, on, jego syn. Zaczelismy zwiazek. Bylo cudownie. Pelna euforia… Nadawanie na tych samych falach, zgodnosc pogladow, podobne zainteresowania, rewelacyjny sex. Stopniowo jednak pojawialo sie coraz wiecej pytan, niedomowien… On byl szalenczo zazdrosny. Nawet o moje przyjacielskie kontakty nawiazane w czasie, kiedy nie bylismy razem. Wypytywal, rozliczal, robil wyrzuty. Zaczelam stopniowo ograniczac relacje z mezczyznami (relacje przyjacielskie, kolezenskie). Kazdy sms, kazdy telefon, czy inna forma kontaktu z mezczyzną z mojego otoczenia wyprowadzaly go z rownowagi. Twierdzil ze obstawiam sie fagasami, ze go oklamuje, zdradzam. Tlumaczenia nie pomagaly. Wyszukiwal kazdy pretekst, zeby wybuchnac. Wyzywal mnie, obrazal sie, ignorowal przez kilka dni, byl zlosliwy. Ja tlumaczylam, przrpraszalam, zarzekalam sie ze niczego zlego nie robie. Na prozno. Potem doszla kwestia fb, kiedy tylko ktos skomentowal moje zdjecie, napisal cos milego – byl foch. Przestalam cokolwiek zamieszczac, przestalam pisac, zeby go nie prowokowac. Nie zmienilo to jego postawy. Stwierdzil ze mi nie ufa i nigdy nie zdola zaufac. Ze ma dosyc wiecznych klamstw i kombinacji. Doszlo do tego ze jego zlosc przelala sie na dzieci. Zaczal krytykowac mojego dorastajacego syna, obrazac go, strofowac za kazda pierdole. Zarzucal mi ze jestem zla matka, ze zle wychowuje dzieci, zgrywam matke polke, a w rzeczywistosci jestem cwana, wyrachowananie i nie ucze dzieci odpowiedzialnosci. Wszystko podstawiam im pod nos. Wyreczam, staram sie. Prosze po kilka razy, zeby moj syn cos zrobil. Nie docieralo do niego, ze to jest nastolatek, ktory ma swoje humory i zmienne nastroje. Oczekiwal calkowitego podporzadkowania sie i zaczal stawiac sie w roli osoby, ktora go bedzie wychowywac. Krzyczal, robil awantury o kazda pierdole. Twierdzil ze zasluguje na szacunek, a nie ma go od zadnego z nas. Ze nie bedzie wychowywal cudzych bachorow, kiedy one nie doceniaja jego staran. Prawda jest taka, ze nic takiego nie mialo miejsca. Moje dzieci sa ulozone i roztropne. Nigdy nie zachowywaly sie w stosunku do niego, tak jak on to nakreslal. Owszem syn czasami sie buntowal, ale wystarczylo konsekwentnie postawic na swoim i nigdy nie stawial wiekszego oporu. Nigdy nie mialam z dzicmi zadnych problemow. Dogadywalismy i dogadujemy sie bez problemu. Moj partner jednak widzial to zawsze w czarnych barwach i w dodatku za wszystko obwinial mnie. Wszystko bylo nie tak. Nawet rozmawiac ze mna nie chcial, tylko wykrzykiwal to co mial do powiedzenia, a kiedy ja chcialam dojsc do slowa, odwracal sie i wychodzil, trzaskajac drzwiami. Moje zdanie, moje argumenty nie sa wazne. Poki jestesmy jednoglosni, jest wspaniale, kiedy mam inne zdanie – wpada w furie i twierdzi ze jestem glupia, a on nie bedzie sluchal belkotu. Kilkakrotnie wyprowadzal sie od nas, demonstrujac swoje niezadowolenie i zyjac w poczuciu skrzywdzenia. Po kilku tyg, po miesiacu – wracal, twierdzac ze nie moze beze mnie zyc… Ja sie zgadzalam, bo tez bardzo mi zalezalo. Po takiej akcji zawsze bylo idealnie przez pewien czas. Dopoki napiecie nie zaczynalo narastac i znowu nie nastepowal wybuch. Schemat zawsze podobny – krzyki, pretensje, powrot do przeszlosci i moich wyimaginowanych kochankow… Wyprowadzka – powrot – euforia. Ja coraz bardziej sie staralam. Coraz wiecej rzeczy robilam tak, zeby pokazac mu i udowodnic ze nie ma racji, ze nic zlego sie nie dzieje, ze kocham go, jestem wierna, i moze byc miedzy nami dobrze. Poznalismy swoje rodziny, zabieral mnie do rodzicow, rodzenstwa, przyjaciol. Ja rowniez. Wiezi sie zaciskaly. Czym mi zalezalo bardziej i mocniej sie angazowalam, tym wiekszy on budowal dystans. Przestal mowic ze kocha, przestal sie starac. Kiedy pytalam dlaczego – twierdzil ze sie dostosowuje do mnie i ze jak on sie staral, to ja tego nie zauwazalam, wiec mu sie odechcialo. Ostatnie kilka razy, kiedy po awanturze obrazal sie i wyprowadzal, ja to odkrecalam. Mimo ze nie bylam winna sytuacji, dzwonilam i nalegalam zeby wrocil. Ze przeciez oboje tego chcemy, ze sie kochamy, ze nam zalezy i po co to w taki glupi sposob niszczyc. Wracal, ale dlugi czas gral obrazonego i oczekiwal ze to ja bede sie starac. Tak bylo.. Skakalam kolo niego, biegalam a on laskawie przyjmowal moje starania, twierdzac ze jesli nie chce zeby bylo miedzy nami zle, nie moge do tego doprowadzac. Nie moge byc agresywna, wybuchowa i awanturowac sie o byle glupoty. Doskonale wiedzial, ze to nie ja wywolywalam klotnie i nie ja bywalam agresywna. Mimo to stawial sie w roli nadrzednej… Po ostatniej awanturze, kiedy wyzwal mnie przy dzieciach od szmat, idiotek, dajacych po kryjomu d…py, itp., kiedy krzyczal do mojego syna, wyzywajac go rownie okropnie od bachorow i darmozjadow (12 latka) przy mojej kilkuletniej corce i swoim mlodszym synu, rzucal walizkami, rzeczami, zrobil ogolnie wielki balagan w mieszzkaniu, wyprowadzajac sie po raz en-ty. Nie zadzwonilam. Minely 2 tyg. Napisal wiadomosc ze w kolejnym tyg przyjedzie zabrac reszte swoich rezczy i odda mi klucze. Nie chce sie widziec ze mna, bo ma dosc awantur, wiec lepeij zeby mnie w tym czasie nie bylo w domu. Ze jestem ważna dla niego i pewnie jeszcze dlugo bede. Ze zmienilam jego zycie, ale ten zwiazek sie nie uda i musimy nauczyc sie zyc bez siebbie. Ze zachowa w pamieci tylko dobre momenty i mnie tez o to prosi. Podsumowal wiadomosc, ze jest mu smutno. Nie odpisalam na nia. Nie wiem co mialabym napisac. Tez jest mi smutno i cholernie zle. Nie radze sobie z ta sytuacja. Jestem przerazona wizja samotnosci i jego w innym – byc moze lepszym zwiazku. Nie wiem co robic. Mecze sie w takim zawieszeniu. Chodze do psychoterapeuty….

        • Olu, na ten moment robisz to, co możesz – chodzisz na terapię.
          Psychoterpia pomoże Ci uporać się z trudnościami, wątpliwościami, emocjami..
          Tego Ci bardzo życzę!

          Być może wspierające dla Ciebie byłoby dołączenie do grupy dla kobiet z podobną do Twojej historią i trudnościami – rozważ to, wspólnie z terapeutą.
          Powodzenia!

  17. LOLA pisze:

    Pani Kingo , czy jestem w chorym zwiazku kiedy facet ktorego kocham i mowi ,ze mnie kocha , odwiedza swoja byla i jedzie z nia na wakacje?Mowi ,ze pomaga jej bo jest mu jej zal . Wiem,ze nie powinno byc tak i mowie mu o tym ,a on mowi ,ze jestem rozkapryszona i dziecinna.Jestem zmeczona ta ich relacja i postnowilam skonczyc to . Kocham za bardzo .

    • Pani Lolu, daleka jestem od oceny czyjegoś postępowania czy diagnozowania, szczególnie po kilku zdaniach informacji.

      Natomiast najważniejsze jest to, że zdecydowała się Pani nie trwać w relacji, którą czuje się Pani zmęczona i – przypuszczam – nieszczęśliwa. Gratuluję.

  18. Maciek pisze:

    Witam. Właśnie jestem po 2 letnim zakończonym toksycznym związku w tym ponad rok mieszkania razem, z kobietą 23l ja 25l.
    Minęło 3 miesiące od rozstania a ja się czuje jak wrak człowieka fizycznie i psychicznie. Mam symptomy uzależnienia, oraz nachodzą mnie myśli, że moje życie nie ma sensu i nie warto żyć.
    Kłótnie gościły u nas bardzo często, bardzo często ja je powodowałem. Raz mnie zdradziła, lecz byłem na tyle zakochany aby jej to wybaczyć lecz to spowodowało, ze zmieniłem się aby bardziej o nią dbać. Kłótnie były zazwyczaj o to, że nadużywała alkoholu. Sytuacje takie jak picie prawie codziennie, upijanie się do stanu w których ledwo mówiła strasznie mnie irytowały, przez alkohol rzuciła studia bo ona chce jeszcze imprezować i ma czas na naukę jeszcze, zaniedbywanie swojego zdrowia gdzie nie spełniała obietnic mi danych, że pójdzie zajmie się tymi probelmami, wychodzenie nagiej w samej koszulce do znajomych na imprezie, gdzie ewidentnie można zobaczyć było miejsca intymne jak i piersi gdzie też ją prosiłem przedtym aby się ubrała, picie w zagrożeniu ciążą ( spóźniający się okres 40 dni- test po 10 dniach negatywny lecz dalej się martwiłem) Przeplatane to było wszystko wyznawaniem mi miłości i bardzo dużej czułości. Seks bywał raz często raz bardzo rzadko a na moje potrzeby mówiła, że jej one nie obchodzą bo nic nie zrobi, że nie ma ochoty. Później zaczęły się imprezy z koleżankami co ewidentnie mnie nie lubiły bo przecież, ograniczam swoją dziewczynę i dawały jej rady aby mnie rzuciła. Nie podobało mi się to towarzystwo jej gdzie zdrady, kilku partnerów na tydzień jej koleżanek było czymś czym się chwaliły. Rozmawiałem z nią lecz na to wszystko odpowiadała, że nie będę jej życia układał.Z tych wszystkich sytuacji wychodziły kłótnie. Zerwała ze mną po spokojnej rozowie i już następnego dnia spotykała się z kimś innym, gdzie jeszcze mieszkaliśmy razem. Załamałem się wyprowadziłem. Naszła mnie jeszcze tydzień po zerwaniu ochota, że wszystko naprawie wpuściła mnie, rozmawialiśmy z 8h lecz dowiedziałem się, że jak się z kimś innym prześpi to zobaczy czy mnie naprawdę kocha. Przy czym tego samego dnia w pokoju znalazłem opakowanie po prezerwatywie, lecz nie mogło być moje gdyż ich nie używaliśmy. Po tej sytuacji sie kompletnie załamałem i ten stan trwa do dziś. Obrzuciła mnie poczuciem winy, że to moja wina i gdybym jej nie trzymał w klatce to by ze mną była i powiedziała, że robię z siebie ofiarę.. Moja miłość nie minęła prawie w ogóle i za bardzo sobie ją idealizuje i to mnie chyba przytłacza. Proszę o jakąś poradę.

    • Maciek, to nie Twoja wina, że ktoś Cię oszukuje i zdradza! Nawet jeśli popełniłeś błędy (a każdy z nas je popełnia!), to nie oznacza, że masz wziąć na siebie całą odpowiedzialność za ten związek.

      Prosisz o poradę… to poradzę Ci przyjrzeć się sobie pod kątem mechanizmów współuzależnienia.. Dobrym miejscem do takiego przyglądania się jest konsultacja z psychoterapeutą.
      Polecam Ci też, poczytaj o współuzależnieniu – np. „Koniec współuzależnienia” Melody Beattie.

  19. D pisze:

    Jestem kobieta sukcesu zawodowego i porażką życiową… Uzależniona od miłości ponownie zbudowałam toksyczny związek. Facet pluł mi w twarz, oskarżając mnie o zdradę, a mimo to chce z nim być.. nie czuję żadnych negatywnych emocji związanych z jego zachowaniem, tylko pustkę w sercu, tęsknotę i teraz nawet płaczę..

    Rozsądek mówi zostamy go, ale serce co innego. Choć nie potrafimy kompletnie ze sobą rozmawiać, a on twierdzi, że mnie kocha, ale przekonany jest NIESŁUSZNIE, o mojej zdradzie i twierdzi, ze nie wie czy potrafi być ze mną, bo do niego te myśli ciągle wracają. Ja jestem emocjonalnym wrakiem i do tego mamy 2letniego syna, a jeszcze mam 12letniego syna z poprzedniego małżeństwa… Rani mnie gdy mówi, że wraca z treningu i mimo, że nie mieszkamy juz że soba i de facto rozpada mu się rodzina, on twierdzi, że jest teraz szczęśliwy. Gdy mi zależy, on mnie rani, gdy odpuszczam, on całuje, na prawde nie wiem co robić.

    • Droga D, pytasz: co robić?
      Zadbać najpierw o siebie, skonsultować się z dobrym psychoterapeutą i rozpocząć pracę nad sobą w kierunku przywrócenia spójności pomiędzy Twoim rozumem, a sercem.
      Z jakiegoś powodu weszłaś w ten związek i w nim nadal jesteś (przynajmniej emocjonalnie) i warto się tym Twoim motywacjom i schematom przyjrzeć.
      Trzymam kciuki, powodzenia!

Odpowiedz na „magdaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadom mnie o odpowiedziach, bez zostawienia komentarza

Life Coaching. Psychologia. Psychoterapia. Rozwój. Wszelkie prawa zastrzeżone © 2009-2017 Kinga Ślużyńska