Facebook Twitter RSS GoldenLine G+

Kochać za bardzo… czyli jak?

kocham za bardzoSyndrom ‘kochania za bardzo’ czy też uzależnienie od „miłości” został opisany szeroko w książce słynnej amerykańskiej psychoterapeutki Robin Norwood pt.”Kobiety, które kochają za bardzo”. Również w Polsce cierpi na niego mnóstwo osób, w przeważającej większości są to  kobiety. Jest on tak powszechny, ze niektóre z kobiet uwierzyły, ze tak właśnie musi wyglądać związek z mężczyzną. Czym jest i co to znaczy„za bardzo”? Czy można darzyć kogoś zbyt dużym uczuciem? Gdzie leżą granice? A może nie o miłość chodzi…

 

 

Spis treści:

1. Co to znaczy kochać za bardzo?

2. Miłość, a uzależnienie od „miłości”

3. Jak się objawia kochanie za bardzo?

a. Poświęcanie się
b. 
Poczucie winy
c. 
Obsesja, kontrola i lęk przed odrzuceniem
d. 
Lęk przed bliskością
e. 
Lęk przed samotnością
f. 
Zatracenie się

4. Toksyczny związek czyli z jakimi mężczyznami się wiążą?

5. Pomoc dla kobiet uzależnionych od partnera

 

1. Co to znaczy kochać za bardzo?

 

Kochać za bardzo, to być w związku w którym jesteś nieszczęśliwa, cierpisz, czujesz się poniżana i odrzucana i mimo to nie potrafisz odejść. I choć prawdziwa miłość jest cierpliwa, wiele potrafi wytrzymać i wybaczyć to jednak mieści się w zdrowych granicach, których nie wolno przekraczać. Tą granicą jest poczucie godności i szacunku dla drugiej osoby.

W syndromie kochania za bardzo, tak naprawdę nie chodzi o miłość. Prawdziwa i dojrzała miłość jest zaprzeczeniem uzależnienia. Nałóg jest chorobą, wymagającą wsparcia i leczenia.

 

 

2. Miłość, a uzależnienie od „miłości”

 

Uzależnienie to nabyta, silna potrzeba wykonywania jakiejś czynności (uzależnienie psychiczne) lub zażywania jakiejś substancji (uzależnienie fizyczne). Powszechnie znane to uzależnienie od narkotyków (narkomania), alkoholu (alkoholizm), papierosów (nikotynizm) czy leków (lekomania), jednak coraz częściej znane są również uzależnienie od seksu (seksoholizm), Internetu, pracy (pracoholizm) czy właśnie uzależnienie od źle pojętej „miłości”.  Błędnie pojętej, bo to od czego się uzależniamy to nie prawdziwa relacja, a iluzja miłości – w rzeczywistości to toksyczny, chory i krzywdzący związek.

Co odróżnia chęć wykonywania jakieś czynności od uzależnienia? To silny przymus angażowania się w jakieś zachowania i nie możność zaprzestania, nawet gdy wiesz, że to jedyne słuszne rozwiązanie.

 

 

3. Jak się objawia kochanie za bardzo?

 

Może przybierać wiele różnych form.

a. Poświęcanie się

Jedne kobiety przez lata tkwią w związkach, w których są nieszczęśliwe i nieszanowane. Obwiniają za to swoich partnerów i w nich widzą rozwiązanie swoich problemów. Wkładają wiele pracy w to, aby zmienić partnera licząc na to, że kiedy on będzie szczęśliwy, wtedy i one będą czuły spełnienie. Potrafią tłumaczyć chorobliwą zazdrość, kłamstwa, wybuchy złości i agresję nieszczęśliwym dzieciństwem. Poświęcają się. Starają się być dla niego partnerką, matką, opiekunką i terapeutą w jednym.

 

b. Poczucie winy

Jednocześnie, z drugiej strony nieustannie towarzyszy im poczucie winy, wstyd i strach przed byciem niewystarczająco dobrą, czułą czy atrakcyjną. Oskarżają siebie za jego niepowodzenia, zły humor, a nawet psychiczną i fizyczną przemoc. Przejmują odpowiedzialność i aranżują jego życie. W swoich wysiłkach często przekraczają swoje granice, ponieważ pragną zasłużyć na miłość i wierzą, że „jej uczucie go uleczy”.

 

c. Obsesja, kontrola i lęk przed odrzuceniem

Drugie zakochują się obsesyjnie i cały czas myślą i mówią tylko o nim – nawet czytając książkę zakreślają fragmenty, aby później móc je jemu przekazać. Spotykając się z przyjaciółmi rozmawiają głównie o jego uczuciach, myślach i problemach. Żyją jego potrzebami, często uważając je za własne. Są współuzależnione.

Obsesja objawia się również przymusem kontrolowania. Sprawdzają telefony, śledzą, angażują swój czas na zajmowanie się jego życiem. Panicznie wręcz boją się zdrady, rozstania i końca związku. Porzucone, przez długi czas nie potrafią się otrząsnąć, często pogrążają się w depresji i nadal snują fantazje o powrocie.

 

d. Lęk przed bliskością

Jeszcze inne kochające za mocno są uzależnione od endorfin i ‘haju emocjonalnego’, które towarzyszą początkom związków, a jednocześnie panicznie (choć nieświadomie) boją się bliskości, tak, że wciąż rozpoczynają nowe znajomości. Przeskakują z jednej w drugą lub są w kilku na raz. Często zrywają jako pierwsze, aby uniknąć bólu związanego z byciem opuszczoną. Zdarzają się też pary, które przez lata wciąż się rozstają i do siebie wracają. Razem jest im źle, osobno jeszcze gorzej.

 

e. Lęk przed samotnością

Wszystkie kobiety kochające za bardzo łączy jedno: odczuwają niezwykle silną potrzebę bycia w związku z mężczyzną, ponieważ panicznie boją się samotności.

 

f. Zatracenie się

Głód miłości staje się dla nich źródłem udręki, przed którym próbują uciec przenosząc całkowitą swoją uwagę na drugą osobę. Od cierpienia uciekają w cierpienie – to błędne koło z którego nie potrafią wyjść. Żyją iluzją. Często same nie odróżniają zdrowych zachowań, od trujących czy przemocowych. Są bezsilne wobec swoich wewnętrznych schematów, zniekształconych myśli, uczuć i zachowań. Często uzależnienie to uniemożliwia im normalne funkcjonowanie np. zawodowe.

 

 

4. Toksyczny związek czyli z jakimi mężczyznami się wiążą?

 

Toksyczny związekKobiety doświadczające uzależnienia od drugiej osoby najczęściej wybierają typ mężczyzny niedostępnego emocjonalnie, nieodpowiedzialnego, wiecznego chłopca z syndromem Piotrusia Pana lub zespołem Otella. Często są to mężczyźni uzależnieni, zdradzający, stosujący przemoc i lubiący pokazać kobiecie „kto tu rządzi”.

Nie zawsze widać to od razu. Na początku znajomości on jest często otwarty, życzliwy, pełen zapału, dzwoni, przynosi kwiaty i sprawia niespodzianki. Dużo mówi o wspólnej przyszłości i daje wyraz swoim uczuciom. Kobiecie wydaje się, że znalazła idealnego „księcia z bajki”. W oczach otoczenia często takim pozostaje, w domu jednak pokazuje swoją drugą twarz. Charakterystyczna w takich związkach jest huśtawka nastrojów: euforii, rozczarowań i nadziei.

 

 

5. Pomoc dla kobiet uzależnionych od partnera

 

Walka z uzależnieniem psychicznym zależy głównie od chęci osoby uzależnionej.

Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie i przyznanie się sama przed sobą: mam problem, jestem uzależniona, kocham za bardzo. Pomocne może być przy tym przeczytanie dostępnej literatury i przeanalizowanie swoich związków. Sprawdzenie w jaki sposób były do siebie podobne, jakie powtarzały się schematy, konflikty czy oczekiwania. Warto również przyjrzeć się ich podobieństwom do relacji z rodzicami.

Wola osoby uzależnionej jest dość ograniczona i często podjęcie decyzji o przerwaniu jakiejś czynności kończy się powrotem do niej wraz z całym systemem tłumaczeń i pozostałych mechanizmów obronnych. Najczęściej osoba taka wpada w tzw „błędne koło”.  Dlatego niezmiernie rzadko zdarzają się „samowyleczenia”, jeśli uzależnienie przyjmie już zaawansowane stadium. Dlatego drugim krokiem jest poszukanie wsparcia.

 

 

Całkowite wyleczenie się z uzależnienia od „miłości” i nauczenie się na nowo budowania zdrowych i dojrzałych relacji z ludźmi jest możliwe. Warto zacząć od relacji ze sobą czyli od budowania swojego poczucia własnej wartości. Wymaga to jednak dużo pracy nad sobą, często skorzystania ze spotkań z psychologiem, psychoterapeutą czy uczestnictwa w terapeutycznych grupach wsparcia, gdzie można również poznać osoby przeżywające podobne trudności. Najważniejsze jednak, że udana relacja jest możliwa i dostępna. Warto zrobić pierwszy krok.

 

 

Jeśli odnajdujesz się w tym artykule i podejrzewasz, że jesteś kobietą, która kocha za bardzo, zapraszam Cię do grupy wsparcia lub grupy terapeutycznej albo do skorzystania z indywidualnej pomocy psychologicznej.

A jeśli artykuł nie opisuje Ciebie, ale znasz kogoś kogo być może ten opis dotyczy – pomóż jej przesyłając i udostępniając ten artykuł. Może to być dla niej pierwszy krok do uświadomienia sobie, że ma problem i istnieje na niego skuteczne rozwiązanie. 

Stronę odwiedzono poprzez m.in. poniższe frazy kluczowe:

  • co to znaczy kocha
  • kochać za bardzo
  • kocham za bardzo
  • kobieta ktora kocha za bardzo
  • kochanie za bardzo

Tags: , , , , ,

44 Komentarzy dla "Kochać za bardzo… czyli jak?"

  1. Ola pisze:

    Dobry artykuł. Sama byłam uzależniona od swojego partnera i wiele miesięcy po rozstaniu dalej cierpiałam. Jestem czystym przykładem osoby kochającej za bardzo. Żyłam życiem partnera, zapominając że też takie posiadam. Na szczęście w porę trafiłam na odpowiednich ludzi, którzy pomogli mi zrozumieć, że to ja jestem najważniejszą osobą w moim życiu i trzeba o siebie dbać, kochać, wspierać. Otworzyłam też oczy na to, co ten związek mi dawał, a raczej zabierał… Gdy się skończył nagle odzyskałam siły witalne, psychiczne, zaczęłam odnosić życiowe sukcesy. Największy wpływ na moje zdrowienie miało odcięcie się od wszystkich linek, które łączyły mnie z partnerem i jego życiem, a głównie z nim. Zero kontaktu jest gwarancją otwarcia drzwi na kogoś nowego. Nie łudźcie się, ze mając go dalej w swoim życiu czy świadomości, otworzycie serca na kogoś nowego…. Przeszłość już była i nie ma po co dalej trzymać się jej tak kurczowo. Życzyć szczęścia, zamknąć drzwi i zacząć nowe życie… :) Pozdrawiam

  2. Klaudia pisze:

    Jeśli chodzi o facetów to na szczęście żadnego z nich nie kochałam chorą miłością. Potrafię wytłumaczyć błąd, zrozumieć ale nie zawsze jest to wytłumaczenie….
    Chorą miłością pełną posłuszeństwa darzylam mamę. Jej słowa były święte. Zawsze starałam się ja zadowolić. Nigdy mu. Nie dziękowała uważając to co robię za mój” psi obowiązek” . Otworzyłam oczy co sie dzieje i d,jaki po wyprowadzce…. Mam nadzieje ze udali mi się z tego wyzwolić.
    Pozdrawiam Klaudia

    • Klaudia, kochać ‚za bardzo’ czyli uzależnić się można nie tylko partnera czy partnerki, ale również od rodziców, przyjaciół i innych osób z którymi jesteśmy blisko.
      Sposób budowania relacji wynosi się z domu i często później kopiuje się w innych relacjach. Dobrze, że dziś potrafisz spojrzeć na relację z mamą z perspektywy i sama stwierdzić co Ci w niej służy, a co chciałabyś zmienić. Trzymam kciuki za zmiany na lepsze. Pozdrawiam :)

  3. Ania pisze:

    Ja jestem na początku tej drogi, przeraża mnie to wszystko, bo cały ten artykuł jest o mnie. A lęk przed samotnością odrzuceniem powoduje, że to ja się kajam poniżam i przepraszam.

  4. em pisze:

    A ja się chyba uzależniłam od mojej przyjaciółki. Głupio mi o tym mówić, mam wiele koleżanek i z żadną do tej pory nie miałam takiej relacji. Myślałam dużo o tym i nawet zastanawiałam się, czy się w niej nie zakochałam… Zerwała ze mną kontakt i dopiero teraz zaczęłam dostrzegać, że ja ją po prostu dusiłam. I siebie też, bo zapomniałam całkiem o sobie i podczas relacji z nią głównie czułam niepokój. Nie pogodziłam się jeszcze całkiem z tą sytuacją, ale staram się. Boję się, że ten schemat będzie się powtarzał w kolejnych relacjach, a z mężczyznami zwłaszcza i zastanawiam się, jak do tego nie dopuścić?

    • Droga Em, dobrze, że starasz się spojrzeć na Waszą znajomość z innej perspektywy. Jeśli rzeczywiście nosiła symptomy uzależnienia, to warto, abyś skonsultowała się z psychologiem, psychoterapeutą specjalizującym się w tematyce uzależnienia od relacji, ponieważ samej będzie Ci trudno dokonać potrzebnych zmian.
      Trzymam kciuki za Ciebie. W razie pytań, zapraszam do kontaktu.

  5. zagubiona pisze:

    Czy możliwe jest naprawienie relacji z osobą, którą kocha się zbyt mocno? Po 2 latach zwiazku zrozumialam, że nieustannie się siebie wyrzekam, pozwalam by partner przekonywał mnie do swojego sporzenia na świat, decydował za mnie, zrzucał na mnie winę za wszelkie problemy, wręcz wychowywał mnie. Bywa wobec mnie niesprawiedliwy, krytykuje, wysmiewa. Rezygnuję ze swich pragnień na rzecz jego, otaczam go ogromną miłością, czułością, troską i bardzo pragnę tego samego, lecz on unika bliskości, niechętnie jest dla mnie czuły, nie lubi się nawet przytulac, a ja tak bardzo potrzebuję jego ciepła. On mówi, że „taki już jest i się nie zmieni” i jeśli ja pozwolę mu sobą pokierować, to będziemy szczęśliwi. Wydaje mi sie, ze spelnia moje oczekiwania tylko wtedy kiedy czegos ode mnie chce. Chcę jutro zakończyć nasz zwiazek, ale czy możemy potem nadal utrzymywać znajomość czy się kategorycznie od siebie odciąć? A może można uleczyć relacje między nami? Bardzo go kocham i boję się rozstania, żal mi wszystkich pięknych wspólnych i dobrych chwil. Ale czy dla „chwil” warto się tak poświęcać?

    • Droga Zagubiona,

      pracując nad sobą możesz wprowadzić wiele pozytywnych zmian w swój związek. Natomiast „do tanga, trzeba dwojga” i czy akurat Twój związek uda się ‚naprawić’.. tego się nie da z góry przewidzieć.

      Polecam Ci natomiast bardziej przyjrzeć się sobie, dlaczego chcesz ten związek naprawiać? Czego w nim szukasz dla siebie? Jakie swoje potrzeby możesz w nim realizować, a jakich nie?

      Piszesz o rozstaniu… to czy będziecie po rozstaniu utrzymywać znajomość jest kwestią Waszych wspólnych chęci. Z doświadczenia jednak napiszę, że chociaż, aby wyjść z „kochania za bardzo” nie trzeba się rozstawać, to jest zdecydowanie trudniej, gdy ma się ze sobą regularny kontakt.

      Niezależnie jednak czy zdecydowałaś się rozstać, czy nadal jesteście razem, polecam Ci zadbać o siebie!

      Jeśli jest tak, że się poświęcasz i nieustannie się siebie wyrzekasz, że pozwalasz na niesprawiedliwe traktowanie, wyśmiewanie, to niezwykle ważne jest, abyś uświadomiła sobie dlaczego się na to godzisz? Gdzie leży przyczyna oraz co możesz zrobić, aby to zmienić i przestać cierpieć.
      Czy doświadczyłaś tego tylko w tej jednej relacji, a może Twoje poprzednie związki wyglądały podobnie?
      Jeśli nie dzieje się to pierwszy raz, to warto przyjrzeć się również schematowi budowania więzi i relacji, jaki wyniosłaś z domu rodzinnego.
      Najlepszą ku temu drogą, jest droga psychoterapii.
      Pierwszym krokiem jest umówienie się na konsultację psychologiczną, możesz umówić się tutaj: http://kingasluzynska.pl/konsultacja-psychologiczna

      Pozdrawiam serdecznie

  6. Anita pisze:

    Do tegorocznych wakacji byliśmy udanym, szczęśliwym małżeństwem, 12 lat po ślubie. W ostatnim czasie z mężem zaczęło się dziać coś złego, był załamany, nerwowy, nic go nie cieszyło, miał ogromny nawał pracy zawodowej, wiele rzeczy go przerosło. Sam zaczął szukać pomocy u psychiatry, bierze leki antydepresyjne. Na początku terapii powiedział mi, że już mnie nie kocha, nie chce być ze mną, wyprowadził się z domu. Zostałam sama z dwójką małych dzieci, zrozpaczona, bezsilna i samotna. Po miesiącu moich próśb o wyjaśnienie, otworzył się, powiedział, że kilka lat temu miał romans, przez cały czas miał wyrzuty, że mnie skrzywdził, a teraz kiedy jest w depresji wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Twierdzi, że nie może być dłużej ze mną, bo wie że bardzo mnie zranił i dalsze wspólne życie jest niemożliwe.
    Powiedziałam, że przebaczę mu wszystko, nie będę wracać do tematu, jeśli teraz wszystko przemyśli, wyjdzie z depresji i stwierdzi, że jednak nadal chce być z nami, a przede wszystkim ze mną oraz, że nie powtórzy błędu sprzed lat.
    Tęsknię za nim potwornie, nie śpię, nie jem, nie mogę pracować, gdyby nie dzieci, to nie wiem co by ze mną było. Wszyscy mówią, że powinnam teraz zostawić go na jakiś czas samego, żeby uporał się sam ze sobą i podjął decyzję, zerwać kontakt, już powiedziałam wszystko co można było w tej sytuacji, a nie mogę. Wiem, że jest w depresji, chciałabym mu pomóc, to jest silniejsze ode mnie. Czy moja miłość jest chora? Czy jestem uzależniona? Czy powinnam się odciąć i czekać na jego ruch, czy przeciwnie szukać kontaktu, zapraszać go do nas na siłę do dzieci, w ten sposób pomagając mu wyjść z depresji?
    Jak odzyskać własne życie, kiedy nic bez niego mnie nie cieszy i nic się nie chce?

    • Droga Anito, przeczytałam Twoją historię i myślę, że w ostatnim zdaniu, pytaniu sama zawarłaś dla siebie wskazówkę: najpierw zadbaj i odzyskaj siebie i własne życie, a odpowiedzi ‚co masz dalej robić’ przyjdą.
      Jak? To duży temat, z pewnością na osobny artykuł, a może nawet i książkę.

      Po kilku zdaniach, nie będę się kusić na odpowiedź czy Twoja miłość jest ‚zdrowa’ czy ‚chora’, być może w tym będzie Ci pomocna lektura „Kobiety, które kochają za bardzo” Robin Norwood.

      Natomiast niezależnie od tego, jak piszesz, to bardzo trudny dla Ciebie czas i warto, abyś miała w tym czasie przy sobie kogoś życzliwego, kto wspiera, jest obok i pomaga Ci w tej drodze odzyskiwania siebie. Polecam też wizytę u psychologa.

  7. Justyna pisze:

    Cześć… Jestem od roku z mężczyzną, chyba kocham za bardzo. Cały czas chce jego bliskości, przytulania, żeby częściej zwracał na mnie uwagę. Nie chce współżyć, zawsze tłumaczy się, że miał ciężki dzień w pracy albo że będzie miał. Jest zazdrosny widząc teraz, że piszę i oskarża mnie, że szukam romansu …

    • Witaj, jeśli potrzebujesz bliżej przyjrzeć się tej relacji, a przede wszystkim sobie, w tej relacji, polecam indywidualną rozmowę podczas konsultacji – w gabinecie w Warszawie lub online przez komunikator Skype. Pozdrawiam.

  8. Weronika pisze:

    Jestem w związku od 2 lat i jest to bardzo szczęśliwy związek dla obu stron, mamy swoje wzloty i upadki lecz nie poddajemy się, gdyż staramy się oboje i właśnie tu jest problem, bo ja chyba trochę za bardzo… Myślałam o tym już od jakiegoś czasu, ale postanowiłam o tym poczytać i rzeczywiście wszystko to do mnie pasuje :( z tym, że to naprawdę jest zdrowy związek i nie dzieje się nic złego, ale jednak widzę to jak bardzo się angażuje, wybaczam, poświęcam i zapominam, bardziej niż wszyscy których związki znam. Niepokoi mnie zwłaszcza to, że jestem chorobliwie zazdrosna mimo, że mam do niego pełne zaufanie i w 100% pewność, że mnie nie zdradzi. Muszę dodać, że jesteśmy w związku na odległość, ale widzimy się często. Boję się, że przez tą zazdrość będzie się dusił w tym związku i będzie mu brakować wolności, a nie zniosłabym rozstania z nim, gdyż całe swoje życie ustawiam pod niego, wszystkie moje plany dotyczą jego i po prostu kocham go… Nie wiem co zrobić żeby to w sobie przezwyciężyć

    • Droga Weroniko,
      jeśli sama widzisz i piszesz o sobie: „całe swoje życie ustawiam pod niego” oraz że jesteś „chorobliwie zazdrosna”, to warto nie lekceważyć swoich słów i przyjrzeć się bliżej sobie i swojej zazdrości. Czy ktoś kiedyś zawiódł Twoje zaufanie? Czujesz, że jesteś wartościową kobietą i warto być w związku właśnie z Tobą? Dlaczego rezygnujesz z różnych swoich spraw na jego rzecz? …

      Polecam Ci lepiej poznać siebie, zajrzeć do źródeł swojej zazdrości i popracować nad sobą – nie tylko z lęku przed opuszczeniem przez partnera, lecz przede wszystkim dla Twojego lepszego codziennego samopoczucia.
      Jeśli zdecydujesz się pracować nad sobą, polecam również konsultację z psychologiem, psychoterapeutą. Pozdrawiam.

  9. Ona pisze:

    Witam czy mogłabym do pani dostać jakiś kontakt e-mail ? :)

  10. Weronika pisze:

    Jestem osobą kochającą za bardzo.
    Z Moim partnerem rozstałam się pół roku temu, jednakże przez cały ten czas czuję ten sam okropny ból. Zdradzona, zostawiona sama sobie, zrujnowana przez -jak dotąd utrzymuje – najwspanialszego mężczyznę. Ma swoje wady, ale takiego, a nie innego go pokochałam. Nie umiem zwalczy c w sobie tego ciągłego narzucania się mu, tego dzwonienia. ja po prostu muszę mieć z nim kontakt. Jest dla mnie najważniejszy na świecie. Pomimo tego co mi zrobił, dałabym wszystko, by znów mi powiedział, że mnie kocha, by mnie przytulił, pocałował, by znowu był mój i był blisko.

    • Droga Weroniko, minęło pół roku, a Twój ból nie ustaje.. Jeśli chcesz lepiej zrozumieć siebie oraz sytuację, w której się znalazłaś oraz otrzymać takie wsparcie, jakiego aktualnie potrzebujesz, polecam skorzystanie z pomocy psychologa, psychoterapeuty.
      Pozdrawiam

  11. panicokocha pisze:

    Witam. Jestem z chłopakiem ponad rok. Teraz już jestem pewna, że kocham za bardzo. Na co dzień czuje się samotna, nie mam zbyt wielu przyjaciół. Mój chłopak dużo pracuje i co najgorsze więcej czasu spędza przy tym z koleżanką z pracy. Więcej czasu niż ze mną, bo gdy wraca do domu, to wraca do rodziców, bo nie mieszkamy razem. Mi poświęca tyle czasu, ile może, lecz dla mnie to za mało. Przeraża mnie fakt, że więcej czasu spędza z koleżanka z pracy. Często się go o to czepiam. Próbuje go kontrolować. Chcę by bez przerwy odpisywał mi na smsy. Jest mi wierny i to wiem, aczkolwiek jestem zazdrosna, że ze mną nie spędza tyle czasu. Kocham go za bardzo. Chce by był więcej przy mnie. Pozdrawiam.

    • Droga Pani,
      pisze Pani, że czuje się samotna… może to jedna z przyczyn dlaczego tak dużo chce Pani spędzać z nim czasu? Jeśli tak, to warto zadbać o siebie i poznać nowe koleżanki i znajomych.

      Jeśli jednak, mimo prób, samotność Pani doskwiera, jeśli zazdrość przeszkadza w codzienności i budowaniu relacji z chłopakiem, warto przyjrzeć się temu bliżej podczas konsultacji z psychologiem, psychoterapeutą:
      http://kingasluzynska.pl/konsultacja-psychologiczna

      Pozdrawiam

  12. Ona pisze:

    Witam. Moja sytuacja wygląda tak:
    9 miesięcy związku (a może męczarni?) przez 5 miesięcy był tu na miejscu, a 4 miesiące temu wyjechał na studia 450 km ode mnie. Studiuje praktycznie z samymi kobietami i mieszka też z kobietami. Nigdy nie byłam typem zazdrośnika (wcześniej byłam 4 lata w związku, mój były nie zdradził mnie, ufałam mu bezgranicznie, ja zerwałam) natomiast przy obecnym partnerze poznaję, jakby to nazwać, nową siebie? Jestem zazdrosna cały czas, myślę co on robi itp. Nie mogę normalnie funkcjonować. Rozmawiałam z nim na ten temat, zapewnia mnie, że nigdy by mnie nie zdradził. Mam przyjaciółki, często wychodzę, a mimo to w pracy nie potrafię się skupić na swoich obowiązkach. Nie poznaję siebie, zawsze byłam uśmiechnięta, nigdy nie kontrolowałam drugiej osoby, a teraz wszystko zmieniło się o 180 stopni. Kocham go (mogę śmiało stwierdzić, że nigdy nie byłam tak zakochana) chciałabym się jakoś ogarnąć, ale czy to będzie możliwe przy obecnym partnerze? Brakuje z jego strony czułości, zawsze był zamknięty w sobie.. co robić…

    • Droga Pani,
      czytając kilka zdań komentarza zastanawia mnie… dlaczego akurat teraz i o tego mężczyznę jest Pani tak zazdrosna? Co takiego jest w nim lub w Pani, co tak bardzo Panią porusza, dotyka, uwiera? Z jednej strony pisze Pani o jego zapewnieniach, z drugiej o braku czułości. Z jednej strony o związku i zakochaniu, a z drugiej o męczarni.. Wyobrażam sobie, że może być Pani z tym trudno..

      Co robić? Przede wszystkim lepiej zrozumieć co się z Panią dzieje i dlaczego? Jakie Pani potrzeby nie są zaspokojone? Dlaczego akurat teraz odzywa się zazdrość? To pierwszy krok.
      W razie potrzeby, zapraszam na konsultację. Pozdrawiam

  13. opetana pisze:

    Jestem z chłopakiem prawie dwa lata.. Moja obsesja na jego punkcie zaczęła się jakieś pół roku temu, kiedy to zapragnęłam mieszkać z Szymonem. Niestety on tego nie chce. Z dnia na dzień czuję się coraz gorzej.. Miewam myśli samobójcze ponieważ potrzebuję to przez cały czas. Szymon ma 30lat, jest przedsiębiorca, przystojny blondyn o niezwykle pięknych błękitnych oczach, wysportowany. Ja Zosia, lat 19. Bardzo atrakcyjna, ale niestety z obsesja na jego punkcie. To jest mój pierwszy mężczyzna. Zauroczył mnie swoją opieką, dbaniem o mnie.. Nikt nigdy nie był mi tak pomocny i tak dobry.. Czuję jak bardzo mnie kocha, ale to za mało.. Szymon jest typem samotnika, nie ma zbyt wielu znajomych, kontakty z rodziną też ma ograniczone. Jest władczy, stanowczy co mnie w nim pociąga. Do tego stopnia, że zawładnął cała mną, bez reszty. Pozwalam mu robić ze mną wszystko.. wiele razy próbowałam odejść, ale potem wracałam, bo nie mogłam żyć, funkcjonować. Szukam pomocy, bo nie radzę sobie już sama ze sobą :( Proszę pomóżcie mi… :( Ta miłość mnie przerasta, boję się jej.. boję się dnia kiedy on z jakiegoś powodu odejdzie..

    • Droga Pani, pisze Pani o obsesji i zauroczeniu, a jednocześnie o lęku, który Panią przerasta. To odpowiedni moment, w którym polecam zgłosić się po wsparcie psychologa, psychoterapeuty.

      Seria rozstań i powrotów może być wykańczająca, jeśli ma Pani dość, proszę o siebie zadbać. Nie musi Pani żyć cały czas w lęku przed opuszczeniem, warto zrozumieć dlaczego tak się dzieje i dać sobie szanse na zmianę.

      Zapraszam: http://kingasluzynska.pl/konsultacja-psychologiczna

      • opetana pisze:

        A czy bez pomocy psychologa nie da z tym jakoś inaczej poradzić? Zadbać o siebie w jakim sensie? Ja bardzo dbam o siebie.. Staram się myśleć o sobie chociaż podświadomie wszytko co robię to z myślą o Szymonie. Boję się zmiany, boję się życia bez niego. Wczoraj wspólnie ustaliliśmy, ze ograniczamy kontakt.. Będzie mi pisał tylko jednego smsa dziennie bym powoli wyszła z tego obłędu i żebym wbiła sobie do głowy, ze on cały czas jest, nie odchodzi, nie ma innej kobiety.. Minął jeden dzień.. Nie napisałam do niego, walczę sama z sobą.. Myśli Pani, ze to iż ograniczylismy kontakt jest dla mnie dobre?

        • Pracować nad sobą i rozwijać się można zarówno samodzielnie, jak i z profesjonalnym wsparciem. Sama publikuję ćwiczenia i pytania, które wiem, że jeśli ktoś popracuje z nimi, potrafią przynieść niesamowite efekty. Natomiast są też takie trudności do przepracowania których potrzebna i niezbędna jest relacja z drugą osobą.

          Nie znam Pani sytuacji na tyle, aby móc określić, czy pomoc psychoterapeuty jest w Pani przypadku niezbędna. Choć jeśli pojawiają się Pani myśli samobójcze, to z pewnością ta pomoc jest potrzeba. Wiem też, że z silnym, powracającym lękiem trudno sobie samodzielnie poradzić czy go ”wytłumaczyć”. Wtedy obecność i wsparcie drugiej osoby może być kojące i leczące. Napisała Pani cyt. „pomóżcie mi” i odebrałam to jako prośbę o pomoc i zaproponowałam najlepszą i najskuteczniejszą, jaką znam.

          Polecam również przeczytać „Kobiety, które kochają za bardzo”, książkę napisaną przez Robin Norwood.

          • opetana pisze:

            Chciałam wiedzieć czy jeśli tak bardzo kocham to jedynym wyjściem jest skończenie związku?

  14. Tak jak napisałam, nie znam Pani osobiście, ani dokładniej sytuacji, w której się Pani znalazła, więc nie podejmuję się konkretnej porady.

    Natomiast z mojego doświadczenia wynika, że jeśli kobieta nie rozumie co się z nią dzieje, dlaczego właśnie tak reaguje i nie popracuje nad zmianą w sobie, najczęściej powiela schemat i wchodzi w kolejny, podobny do poprzedniego związek.

  15. Edyta pisze:

    Witam
    Mam na imię Edyta i mam 44 lata. Z obecnym partnerem jestem od pięciu lat. Pobraliśmy się pod koniec marca tego roku. Przez kilka wspólnych lat nasze życie układało się w miarę dobrze z wyjątkiem jednej sfery- sexu. Partner był zmęczony i takie tam. Wiele razy pokłóciliśmy się na ten temat. Ponieważ poznaliśmy się po jego traumatycznych przeżyciach jakim było rozstanie z poprzednią partnerką, utrata firmy i powstanie olbrzymiego zadłużenia cały czas przyjmowałam wersję , że niecheć do współżycia wynika z tych traumatycznych przeżyć i czekałam, aż się podniesie.Proponowałam także, aby skoro on nie ma chęci na zbliżenia wyraził zgodę na swobodę dla mnie w tym zakresie. To absolutnie odrzucał. Ponadto odrzucał także mnie i kilka razy wywalił mnie z łóżka. Po którymś razie dałam sobie spokój w tym względzie. Wysłałam go do sexuologa. Poza zapłatą 250 zł nie dowiedziałam się niczego.Szukałam po internecie informacji, potwierdzały jego twierdzenia o załamaniu psychicznym i stąd powstałych problemach w sferze intymnej. Miał go ożywić ślub, żeby poczuć , że na pewno będziemy razem. Wzięliśmy ten ślub, pojechaliśmy w podróż poślubną. Fantastycznie spał i chrapał, zwiedzane zaś zabytki nie robiły wrażenia, nie było o czym rozmawiać. Tym razem wybraliśmy się razem do sexuologa. Na tym spotkaniu uzmysłowiłam sobie, że problem jest dużo większy, drążyłam. Sama wizyta niewiele znowu wniosła poza kolejną zapłatą 250 zł. Po następnej wizycie tym razem u psychologa mój mąż użył zbawiennego określenia ” sexoholik”. Wszystko stało się dla mnie jasne, sytuacje, tłumaczenia, strata firmy, dziwne zachowania, brak zainteresowania. Byłam wściekła( dalej jestem). Wywaliłam go. Poszedł się leczyć i właśnie planuje wyjazd do ośrodka w tym celu.Ja mam dylematy. Leczenie jest długotrwałe, latami się ukrywał i to bardzo skutecznie, straciłam zaufanie. Czuję obrzydzenie, nie chcę żadnych zbliżeń , bo robi mi się niedobrze. Z drugiej strony mam opory pt. leczy się, trzeba dać szansę, tylko nie jestem pewna, czy można to wszystko odmienić.U mnie odmienić, w mojej głowie i duszy. Mąż nigdy mnie nie obraził, we wszystkim mi pomaga i mnie wspiera. Chciałabym postąpić mądrze w tej sytuacji, nie podejmować pochopnych decyzji, ale nie wiem nawet jaki dać sobie/nam czas, czego oczekiwać, czy jakie granice wyznaczyć. Na ten moment czuję się w tym związku żle. Mąż chce naprawiać a ja nic więcej nie jestem w stanie robić oprócz ciągłego myślenia o tym. proszę o jakąś wskazówkę, może literaturę, sama nie wiem:)
    Pozdrawiam
    Edyta

    • Pani Edyto, dziękuję za podzielenie się swoją historią. Pani mąż otworzył się przez Panią, opowiedział o swoim dramacie, uzależnieniu i podjął decyzję o leczeniu. To jest bardzo dobra wiadomość! Jednocześnie jest jeszcze przed leczeniem, więc na tym etapie trudno powiedzieć, co będzie dalej.

      To ciężki moment dla Was obojga, dlatego warto, aby Pani również zgłosiła się po wsparcie. Na początek warto zapytać o nie w ośrodku, w którym będzie leczył się mąż. Oni powinni udzielić Pani potrzebnych informacji lub przekierować w inne miejsce. Proszę pamiętać, o czym zresztą sama się Pani przekonała, że tak jak seksuolog seksuologowi nie równy, tak i wśród psychologów, terapeutów są różne osoby, proszę się nie zrażać i szukać osoby, która będzie Pani odpowiadała i pomagała.

      Jeśli żyła Pani z osobą uzależnioną, możliwe jest, że jest Pani współuzależniona, więc Pani tego wsparcia będzie potrzebować. Warto też, aby miała Pani możliwość krok po kroku poukładać w sobie to, co się ostatnio wydarzyło, czego się Pani dowiedziała, co Pani w związku z tym czuje i chce dla siebie, dla was na przyszłość.

      Jeśli chodzi o literaturę z pewnością warto, aby zapoznała się Pani z istotą, przebiegiem i leczeniem uzależnienia od seksu oraz współuzależnienia. Jednak proszę nie zostać z tym samą.

      Pozdrawiam

  16. Zagubiona pisze:

    Witam,
    Chciałam zapytać jak samodzielnie walczyć z uzależnieniem od miłości. Jestem rok w terapii i weszłam w nowy związek,to dopiero drugi miesiąc, a jednak panicznie boje się rozstania. Mam natrętne myśli, panikuje, często mam wrażenie, że nie zasługuje na tego partnera, że jest dla mnie za dobry i że zaraz mnie zostawi..to podchodzi pod paranoję. Mam problem by myśleć o czymkolwiek innym, nawet jak próbuję. Na początku nad tym panowałam, jednak teraz nachodzą mnie myśli, że bez niego jestem nikim. Te natrętne myśli przysłaniają moją pracę na terapii, ciężko mi się skupić na czymś innym niż na lęku przed odrzuceniem. Dodam, że mam bardzo niską samoocenę, ale mimo starań nie potrafię za bardzo znaleźć nic, co będzie mnie w życiu cieszyło, czegoś co sprawiłoby, żebym poczuła się lepiej. Brakuje mi sensu życia i osoby dla której bym żyła, bo dla siebie nie bardzo mam ochotę..

  17. Md pisze:

    Dzisiaj po prawie 9 latach w związku, po ponad dwóch już latach w małżeństwie, po przeczytaniu kilkunastu stron i opinii, pierwszy raz w życiu zdałam sobie sprawę, że kocham za bardzo. Mój mąż pochodzi z rodziny patologicznej, gdzie ojciec zawsze pił i to dużo. Jego Mama jest cudowną osobą, lecz Mąż również pije. Ja zakochałam się w Nim i związałam mając 21 lat. Dziś mam prawie 30. Co dał mi ten związek?

    Narkotyki – bo po pewnym czasie gnojenia i upokarzania mnie nie byłam już tak dobra i otwarta w łóżku. Alkohol – bo przestałam sobie radzić z ciągłym poniżaniem, wyśmiewaniem i zastraszaniem. Nerwy – mam nerwice lękową od 18 r.ż., więc to chyba mój wkład w związek. No i poniżanie, nie wiem czym spowodowane.

    Jestem osobą po 6 semestrach resocjalizacji i wiem, iż nie powinno to tak wyglądać, jak wygląda. Pochodzę ze zdrowej, kochającej się rodziny, mam brata i siostrę, którzy zawsze mnie wspierali i kochali, dopóki nie stwierdzili, iż nie mogą patrzeć na to, co robię.

    W wieku 22 lat rzuciłam studia, aby móc pracować i utrzymywać swojego partnera, i płacić na jego alimenty.

    Mimo, że miałam rewelacyjne efekty na studiach i finansowanie rodziców rzuciłam to w imię miłości. Do dziś słyszę od męża, jakim jestem głąbem i przygłupem, skoro nie udało mi się skończyć studiów, on doskonale wie, jak mnie to boli.
    A mimo to w każdej kłótni to słyszę i wiem, że będzie miał z tego pożywkę do końca życia.

    Kolejną pożywką jest fakt, iż On ma dziecko 12 letnie z byłą żoną, że mną nie ma. Bywamy w klinice leczenia niepłodności, niby wszystko jest w porządku i z Nim, i ze mną, ale co jest kłótnia, to słyszę, że jestem „dziurawcem”, który nie może dać mu dziecka, że byle jaka pierwsza lepsza potrafi, a ja jestem najgorszym „sportem”, który nikomu nic ważnego nie może zaoferować. Strasznie to jest dołujące i nie wiem jak mam sobie z tym poradzić, zwłaszcza, że są przebłyski Jego normalnych i wspaniałych zachowań, ale średnio raz na dwa tygodnie tak mi dokopie psychicznie, że później zbieram się z miesiąc. W czym nie pomaga mi moja nerwica lękowa stwierdzona w wieku 18 lat. Nie mam już nic, ani znajomych, ani wsparcia Rodziny, bo dawno dali mi wybór, jakiego dokonałam, który Oni uszanowali… Rozmawiają ze mną, ja udaję, że jest ok i tak to jakoś idzie, ale te chwile gnojenia są nie do wytrzymania, nie do ogarnięcia, nie do przeżycia, odbierają mi siłę do jakiegokolwiek funkcjonowania.

    • Droga Pani, dziękuję za podzielenie się swoją historią. Choć niepokoję się o Panią, gdy czytam, czego Pani doświadcza i na co Pani pozwala…. I rodzi się we mnie pytanie: ile jeszcze lat ‘gnojenia’, poniżania i upokorzeń Pani wytrzyma? Co jeszcze musi się wydarzyć, aby zaczęła Pani dbać o siebie???

      Jeśli naprawdę pragnie Pani zmienić swoje życie i ochronić siebie przed przemocą, której w Pani życiu wiele koniecznie proszę się zgłosić po pomoc psychoterapeutyczną. A jeśli nadal alkohol i narkotyki są w Pani życiu, proszę zacząć od terapii uzależnień.

      Trzymam kciuki, aby miała Pani odwagę i siłę zawalczyć o SIEBIE.

  18. stokrotka pisze:

    Witam, jestem żoną od 8 lat i mamy córkę 7-letnią. Kiedy córka miała lat 2 stwierdzono u mnie nerwicę lękową na którą leczyłam się lekami i terapią która trwała ponad 2 lata. Na terapii uzmysłowiłam sobie, że jestem uzależniona od męża i pod względem finansowym i psychicznym. Obydwoje pochodzimy z rodzin w których ojciec był alkoholikiem, dodatkowo jego mama stosowała przemoc psychiczną w stosunku do męża. On zawsze dominował, choć był dla mnie wsparciem i rozpieszczał mnie. Od początku mieliśmy problem seksualny, nie umieliśmy się dopasować. Seks był raczej rzadko, mąż dużo pracował, tył i nie miał siły na seks, ja siedziałam w domu. Po skończeniu mojej terapii udaliśmy się na małżeńską, ale mąż ją przerwał po dwóch miesiącach. Pojawił się temat seksu i chyba się przestraszył. Jakoś to było, choć coraz częściej zaczął stosować przemoc psychiczną wobec mnie, próbował fizycznej, ale powiedziałam stop. Pół roku temu zaczął terapię w celu leczenia zaburzeń odżywiania, żeby schudnąć oraz jest pod kontrolą dietetyka. Niestety dwa miesiące temu zdiagnozowano u niego cukrzycę II stopnia, dostał leki i dość radykalną dietę. Terapia zaczęła go zmieniać raczej na gorsze. Zaczął się ode mnie odsuwać, jest oschły, albo agresywny. Denerwuje go wszystko co powiem, mówi że chce mieć spokój. Sytuacja jest dla mnie nie do zniesienia, ale tak bardzo boję się, że mnie zostawi i znoszę to wszystko. Nie umiem mu pomóc, bo on nie chce ode mnie nic. Zwierza się terapeutce, ma być może początki depresji. To wszystko dla mnie jest bardzo trudne, żyjemy obok siebie, nie wiem jak to dalej będzie. Nie śpię, nie jem, żyję w ciągłym stresie i strachu o niego o siebie, o naszą przyszłość. Mówi, że mnie kocha, ja go też, ale zmienił się i ja nie umiem tego zrozumieć. Nie wyobrażam sobie go zostawić, ale z drugiej strony stał mi się obcy. Nie wiem co robić.

    • Pani Stokrotko, to trudny dla Państwa czas. Zarówno choroba, która pojawiła się w Państwa życiu, a wraz z nią mnóstwo zmian, jak i tak już naderwane relacje małżeńskie.

      To co warto zrobić, to zacząć od siebie. Pisze Pani, że jest w ciągłym strachu i lęku. To nie sprzyja ani codziennemu życiu, ani Pani nerwicy, ani próbom naprawy związku, ani podejmowaniu w takim stanie poważnych decyzji. Warto rozważyć powrót na terapię.

      Jeśli jest Pani z Warszawy, polecam też zainteresować się dołączeniem do grupy terapeutycznej dla osób z trudnościami w związkach i kochających za bardzo. Więcej informacji pod adresem: zapisy@kingasluzynska.pl

      Pozdrawiam

  19. Stęskniona pisze:

    Witam, pisze do Pani, ponieważ nie umiem walczyć sama ze sobą. Staram się, ale boje się że niszczę mój związek. Jestem w szczęśliwym związku na odległość prawie rok, widzimy się co weekend, a kiedy się widzimy wszysyko jest tak jak być powinno, nie jestem zazdrosna, nie czuje się źle, wręcz przeciwnie – jestem szczęśliwsza niż kiedykolwiek. Tylko jak przychodzi poniedziałek i rozstanie, przychodzą tez negatywne emocje i kompletnie sobie z nimi nie radzę, a kiedy wiem ze nasz weekend będzie krótszy to wpadam w histerie. Tęsknie, płacze, codziennie boli mnie w środku ze nie mogę chociaż go przytulić, jak wracam po 12h pracy. Zajmuje się sobą, mogę nawet powiedzieć ze coraz bardziej, bo osiągam sukcesy i jestem szczęśliwa ze się spełniam zawodowo, ale w środku mam drzazgę… że go nie ma. Jestem wściekła że inni mogą go widzieć codziennie, boli mnie że on wychodzi gdzieś ze znajomymi, a ja nie mam siły po pracy i siedzę w domu tęskniąc, oskarżam go o to ze nie poświęca mi wystarczająco uwagi i już w zasadzie przestałam o to prosić, bywa ze nie rozmawiamy cały dzień, ale nie chce moim „gadaniem” go od siebie odepchnąć, dlatego dusze to w sobie, a on pewnie myśli że już jest u mnie dobrze. Tylko mnie codziennie boli, czuje żal, wyrzuty sumienia, ogromny smutek i wiem, że gdyby nie to mogłabym osiągnąć więcej, być bardziej zdeterminowana, ale ciagle z tylu głowy jest tęsknota za nim. Myślałam o psychologu, ale nie mam nikogo zaufanego i nie stać mnie na wizyty prywatne, przynajmniej nie za ponad 100zł tygodniowo, a potrzebowałabym wizyty 1 w tygodniu, ponieważ już chodziłam do psychologów kilka lat temu i to był mój normalny cykl wizyt. Proszę o jakaś wskazówkę, wiem, że Pani mnie nie zna, ale widze siebie w miłości za bardzo i nie wiem jak sobie pomóc…
    pozdrawiam, NS.

    • Stęskniona pisze:

      Oczywiście mogłabym tez się zapisać do Pani, może udałoby mi się finansowo, ponieważ jestem z Warszawy.

      • Pani Natalio, rzeczywiście warto było by porozmawiać podczas indywidualnej konsultacji i przyjrzeć się przyczynom Pani cierpienia.

        Jeśli nie stać Panią na wizyty w gabinecie prywatnym, proszę zapisać się na wizytę państwowo. Z pewnością trzeba będzie dłużej na nią poczekać, jednak możliwość skorzystania z pomocy psychologicznej w ramach ubezpieczenia NFZ.

        Jeśli chodzi o terapię nisko płatną, można poszukać psychoterapeuty, który jest w trakcie szkolenia i przyjmuje w niższych stawkach. Jeśli chciałaby Pani skorzystać z tej opcji,być może mogłabym kogoś polecić, proszę napisać do mnie na email.

      • Droga Stęskniona, rzeczywiście warto było by porozmawiać podczas indywidualnej konsultacji i przyjrzeć się przyczynom Pani cierpienia.

        Jeśli nie stać Panią na wizyty w gabinecie prywatnym, proszę zapisać się na wizytę państwowo. Z pewnością trzeba będzie dłużej na nią poczekać, jednak możliwość skorzystania z pomocy psychologicznej w ramach ubezpieczenia NFZ.

        Jeśli chodzi o terapię nisko płatną, można poszukać psychoterapeuty, który jest w trakcie szkolenia i przyjmuje w niższych stawkach. Jeśli chciałaby Pani skorzystać z tej opcji,być może mogłabym kogoś polecić, proszę napisać do mnie na email, sprawdzę jakie są możliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadom mnie o odpowiedziach, bez zostawienia komentarza

Life Coaching. Psychologia. Psychoterapia. Rozwój. Wszelkie prawa zastrzeżone © 2009-2017 Kinga Ślużyńska